KILKA SŁÓW (ZA DUŻO) O POWIEŚCI KENA FOLLETTA „FILARY ZIEMI”

Filary Ziemi - Ken FollettMiała być zwięzła recenzja,
ale wyszło trochę inaczej 🙂

Tak przy okazji święta zalewajki w Osadzie Średniowiecznej w Hucie Szklanej, przypomniała się mi dawno czytana powieść, dzięki której polubiłam nieco średniowiecze, bo przyznam, że za literaturą (dotyczącą) tego okresu to ja nigdy nie przepadałam.

Filary Ziemi Kena Folletta to opasłe tomisko, które wciąga, zaskakuje, wzrusza, wkurza, raduje i dołuje, czyli czyni to wszystko, co powieść czynić powinna.

Akcja tej sagi historycznej osadzona jest w średniowiecznej Anglii, w czasie trwania krwawej wojny domowej (czyli standardowy stan rzeczy średniowiecznych Wysp Brytyjskich). Przeor klasztoru w Kingsbridge polecił zdolnemu architektowi i budowniczemu – Tomowi – budowę nowej katedry. Ów wdowiec związał się był dopiero co z ekscentryczną (czyli w tamtych czasach okrzykniętą czarownicą) Ellen, wspólnie z dziećmi, stworzyli (jakbyśmy to dziś nazwali) rodzinę zrekonstruowaną. Ale jak się można domyśleć – z czarownicami bywa różnie, zatem i Ellen nie należała do tradycyjnych gospodyń i bynajmniej nie zamierzała podać się reżimowi klasztornemu. Miała swoją własną wiarę i swoje osobiste cuda. No, jeśli to przynajmniej nieco realna historia – to chyba mamy do czynienia z pierwszą sufrażystką w dziejach Europy 😉 Ellen jest moją ukochaną postacią (i nie tylko dlatego, że rzuca klątwę na kler 😉 )! Uwielbiam ją za jej temperament, seksapil, tajemnicę, wolność obyczajów, moc i odwagę, które pozwalają jej stanąć przez rosłymi facetami i pluć im w twarz. Na szczęście autor lekko nadkruszył tło historyczne i nie spalił jej na stosie (gdyby zechciał trzymać się zasad prawdopodobieństwa – zapewne długo by się czarami nie popisywała). Jej syn – rudowłosy półsierota, typu bieda-geniusz-artist, zakochuje się w okradzionej i pozbawionej tytułu córce hrabiego – Alienie. No i iskrzy…

Iskrzy zresztą przez całą powieść i to równo! Bohaterom co rusz los rzuca kłody pod nogi, albo co najmniej wpycha ich w ramiona bezwzględnych ludzi pozbawionych skrupułów w walce o władzę, przez co katedra to wznosi się, to rujnuje. Tak przez 40 lat!

Trudno opisać historię kilkunastu głównych bohaterów, ale muszę wspomnieć, że kreacja bohaterów jest genialna! Follett tworzy barwne, ale niejednoznaczne postacie. Przedsiębiorczy Philipp – bardziej nadający się na zawziętego biznesmena niż przeora klasztoru. Pracowity Tom – rozsądny budowniczy o dobrym sercu, z setką talentów (dość wspomnieć, że odebrał poród w ciemnym lesie i zajmował się dziećmi po śmierci żony), męski i silny, potrafił zawładnąć sercem Ellen – czarownicy z lasu. Po prostu ideał! Wspominałam już o Alienie, w której zakochał się Jack. Historia tej hrabiny również zasługuje na uwagę. Kiedy odrzuciła propozycję małżeństwa od Lorda Hamleigha spadła na nią lawina nieszczęść. Uwięziono jej ojca, okaleczono brata, a ona regularnie była gwałcona. Oto i prawdziwa hrabina, która i tak nie uległa i walczyła o swój tytuł i majątek, o odzyskanie dobrego imienia. Do tego u jej boku stanął jej brat – niezwykłej kruchości jegomość, ale uparta Aliena i tak wychowała go na rycerza! Główną przyczyną nieszczęść tego rodzeństwa był Lord William Hamleigh – dla mnie to postać fascynująca, choć jasne, że od początku znienawidzona. Autor celowo buduje jego postać stopniowo, odkrywając kolejne cienie charakteru. A kiedy czytelnik wyje już, dręczony poczuciem niesprawiedliwości, bo wygląda na to, że ta historia nie przewiduje kary dla Williama, poznajemy jego matkę i dostajemy olśnienia! To jego stosunki z matką, kobietą bez skrupułów i zaborczą do granic możliwości, czynią go mordercą, gwałcicielem, człowiekiem, który karmi się krzywdą innych. A między wierszami można wyczytać, że mamusia niezdrowo pożądliwe spogląda na synka, a synek przejawia niezdrową rządzę krwi. Co na to Freud?

Stałym punktem, który gromadzi tych ludzi, jest budowa nowej katedry! I tu, nowy element, niezwykle godny uwagi! Jeśli w pierwszej chwili miałam ochotę trochę sobie po kryjomu omijać opisy budowy, architektury, to po jakimś czasie wciągnęły mnie – zaciekawiło rodzenie się gotyku: rozmach, wielkie, przytłaczające bloki skalne, belki, stropy, potęga i bogactwo ciężkiej, gotyckiej katedry budowanej na chwałę Boga, dla pieniędzy, by ziścić marzenia o wielkości…

Podsumowując: autor stworzył dzieło dla każdego. Nie jest ono stricte historyczne, jako że niezbyt realnie przedstawione jest średniowiecze. Nie jest to żaden zarzut z mojej strony – autor pisał powieść popularną, chyba bez naukowych zapędów, zatem społeczeństwo w Filarach Ziemi jest nieco bardziej ‘nowocześnie myślące’ niż moglibyśmy spodziewać się po mieszkańcach średniowiecznej Anglii. Nie ujmuje to zupełnie wartości tej powieści. Może właśnie jeszcze mocniej wciąga nas w świat średniowiecza, może dzięki temu mocniej możemy w nie wejść, bo jest nam bliższe?! Wątki miłosne, historyczny, sensacyjny czy nawet fantastyczny – przeplatają się tu ze sobą, zadowalając każdego czytelnika. W miłosnym wątku jest wszystko: miłość, tęsknota, rozstanie, odrzucenie, pojednanie, subtelny erotyzm, wyuzdany seks, a w kilku przypadkach seksualne dewiacje (choć nie wiem, czemu dewiacje umieszczam w wątku miłosnym :-/ ); w historycznym – średniowieczne walki domowe, inkwizycja, władza kościelna; w sensacyjnym – morderstwa, pościgi, walki; w fantastycznym – czary, uroki, klątwy.

Jedna z lepszych książek (przynajmniej tych z zakresu literatury popularnej), jakie czytałam.

Polecam wszystkim, którzy mają ochotę wyrwać się w czasy średniowiecza na całe 400 stron :-D.

Advertisements

7 thoughts on “KILKA SŁÓW (ZA DUŻO) O POWIEŚCI KENA FOLLETTA „FILARY ZIEMI”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s