Bo sport to zdrowie! O wychowaniu fizycznym w szkołach publicznych

Bo sport to zdrowie! O wychowaniu fizycznym w szkołach publicznych

„Każdy jest geniuszem. Ale jeśli zaczniesz oceniać rybę pod względem jej zdolności wspinania się na drzewa, to przez całe życie będzie myślała, że jest głupia.”
Albert Einstein (ponoć; choć on sam twierdził, że ciągle wkłada mu się w usta słowa, których nigdy nie powiedział, więc kto go tam wie)

RUCH TO ZDROWIE!

I nie mam zamiaru z tą mądrością prapraojców polemizować. Jeszcze – nie daj Boże – wyprowadziłabym biedną młodzież na manowce leniwego podczytywania książek, a wtedy to już ten kraj przecież zszedłby na psy!

DOBRA! JUŻ SOBIE NIE DRWIĘ.

Ostatnio ciągle potykam się w mediach o artykuły, hasła, programy, których celem jest zachęcenie młodzieży do uprawiania sportu, uczestniczenia w (jakże atrakcyjnych zresztą) zajęciach wychowania fizycznego i walka z nadużywaniami lekarskich zwolnień z zajęć WF.
Mam ogromną przyjemność ciągle pracować z młodzieżą (za co jestem losowi niezmiernie wdzięczna, bo kocham to robić), rozmawiać, spotykać się, dyskutować. Nieraz rozmawialiśmy o szkolnych zajęciach, w tym także o WF. Byłam święcie przekonana, że te zajęcia zmieniły się diametralnie, odkąd miałam wątpliwą przyjemność w nich uczestniczyć po raz ostatni… ale okazało się, że to pobożne życzenia…

SENTYMENTALNA PODRÓŻ

Byłam dobrą (albo bardzo dobrą) uczennicą – w przypadku wszystkich przedmiotów, prócz kultury fizycznej (jak to się wówczas zwało)! Moi rodzice byli ostatnimi sprawiedliwymi i aż do przesady uczciwymi istotami, więc uznali, że jak trója (dostateczny) to trója – na tyle zasłużyłam i tak mam. Na gimnastykę mam chodzić i kropka! Moja zaniżona tą tróją średnia nie robiła na nich najmniejszego wrażenia, zatem o zwolnieniach lekarskich mowy być nie mogło! Uczestniczyłam w tych znienawidzonych lekcjach! Mdłości towarzyszyły mi od szatni aż po chwilę, kiedy znów znalazłam się w bezpiecznej ławce z książką i zeszytem.

Nie wiem, co było powodem tych niepowodzeń. Może tusza, może niski wzrost, może alergie na granicy astmy – przyjmowanie osłabiających leków, a może tylko straszne kompleksy! Nikt się wtedy tym nie przejmował, ani nad tym nie zastanawiał! Była TABELA. Wszechwiedząca tabela, która decydowała o tym, kto na co zasłużył, kto kim zostanie, kogo jak należy traktować! A straszna TABELA głosiła, że TRÓJA!… bez względu na to jak się starałam, TABELA wybierała TRÓJĘ! I oszczędźcie mi proszę pogadanek o mocy pozytywnego myślenia, tudzież innego kołczingowego bełkotu, bo te nauki mnie nie wzruszają! Powodują ogólną wkurwicę i zniechęcenie!

Dziś mogę tylko podziękować moim koleżankom, które z niewiadomych powodów raczyły mi oszczędzić komentarzy, które w czasie gry kierowane były do słabszych fizycznie osób. Z niezwykle motywujących słów zachęty zapamiętałam:

  • „Rusz się, grubasie!”
  • „Idiotko, przez ciebie znowu przegramy!”
  • „Łamago, tyłek ci rośnie!”

Wybrałam te, które da się zacytować! Mnie omijały te komentarze, chociaż „kwasiłam” jak tamte :-/ Ileż ze mnie potu ściekło, zanim kapitanowie wybrali drużyny: „Żebym tylko nie była ostatnia”; „Żeby wybrała mnie ta wielka Monika, za którą się schowam”.

Jak ja nienawidziłam gier zespołowych!!!

Siatkówka!

W życiu nie udało mi się zaserwować tak, żeby piłka przeleciała nad siatką na boisko przeciwnika!!! Nigdy! Mimo treningów i zdartej skóry na nadgarstkach! Za to, kiedy serwowała Marta, moja gra zmieniała się w „2 ognie” – uciekać, uchylić się, ratować łeb!!!
Ta siatkówka i ta cholerna trója… eh…

WRÓĆMY DO DZIŚ…

Myślałam, że czasy debilnych tabelek z wynikami, czasy chorej rywalizacji, czasy dyskryminowania słabszych, grubszych albo niedożywionych, czasy żołnierskich metod: „dasz radę”; „możesz to zrobić” (ciary mnie przechodzą, jak to słyszę!) poszły w niepamięć. Jakież było moje zdziwienie, kiedy gimnazjaliści wyprowadzili mnie z błędu.

Młoda dziewczynka – lat 14, uśmiechnięta, pewna siebie, mała artystka z głową i sercem pełnymi pomysłów! Nigdy nie powiedziałabym, że może mieć problem z zajęciami wychowania fizycznego! Ma fajną sylwetkę, słuszny wzrost, ale za to niewiele siły i problemy z koordynacją. Uczennica szóstkowa, laureatka olimpiady z języka angielskiego z konkretnymi celami i planami na przyszłość! Tylko pogratulować rodzicom takiej fajnej, ułożonej córy! Jak mi powiedziała, że ma tróję z WF, to się wściekłam!

Pogadałyśmy sobie. Nie przebierałam w słowach, nie oszczędzałam systemu szkolnictwa polskiego (ba! Nie zostawiłam na nim suchej nitki!), chociaż zwykle pilnuję się, by nie robić tego przy uczniach. 14-latka przytoczyła mi pewną anegdotę, pewnie znalezioną w necie, a opierającą się rzekomo na słowach Alberta Einsteina. Otóż w pewnej klasie uczą się: słoń, małpa i złota rybka. Na lekcji wychowania fizycznego nauczycielka powiedziała: Dziś będziemy wspinać się na drzewo. I kto miał piątkę z tych zajęć??? Dla mnie tak właśnie wyglądały zajęcia z kultury fizycznej (bo tak się wówczas nazywały). Tylko dlaczego ja zawsze byłam rybką? Szkoda, że nie mieliśmy basenu, bo ja od 4 roku życia świetnie pływam, ale skąd moi nauczyciele mieli o tym wiedzieć, kiedy stawiali mnie stale po siatką!

Nie jestem sportsmanem (sportswomenką), ale ruszam się. Kocham rower, basen, taniec! Gdyby czas pozwolił – trenowałabym codziennie. Czemu? Bo nikt mnie nie ocenia, nie rozlicza, nikt mnie do tego nie zmusza, bo daje mi to satysfakcję i mnóstwo radości!

KIELECKA DYCHA

Do napisania tego felietonu skłoniła mnie impreza „Kielecka Dycha”. To bieg na (nieco ponad) 10 km, w którym mogą brać udział wszyscy! W tym roku zorganizowany był również bieg dla przedszkolaków na 400 m, w którym dzieciom mogli towarzyszyć rodzice! Wystarczy obejrzeć GALERIĘ ZDJĘĆ, aby zobaczyć, ile radości dało to wszystkim (małym i dużym) uczestnikom!

Dlaczego wszyscy byli zadowoleni i nikt nie pakował się w kolejkę do przychodni po zwolnienie? Bo nikt nikomu nie wmawiał, że jest gruby, powolny, że „kwasi” i nie mieści się w tabeli! Nikt też nie kazał wygrywać, miażdżyć przeciwnika (wroga!?) etc.

Szkoda, że nie uczestniczyłam w tej imprezie (może z powodu strachu przed oceną?). Czytałam relacje, recenzje, opnie, oglądałam zdjęcia i filmy! Widziałam ludzi którzy się cieszyli, że mogą zdrowo i wesoło spędzić czas! Nie sposób było odróżnić na mecie tych najszybszych od tych, którzy przybiegli jako ostatni. Każdy był zwycięzcą! Następnym razem – pędzę z nimi 😀

ALE DO SEDNA

Dlaczego nie możemy nauczyć naszych dzieci radości, którą daje sport!? Dlaczego musimy wkładać młode, żywe organizmy w jakieś tabelki, jakim prawem oceniamy ich (bądź co bądź) warunki fizyczne!? Pracując w szkole, widziałam maluchy na gimnastyce! To jest dopiero żywioł! Nikogo nie trzeba namawiać, ale każde z nich ma „wesołą buźkę” z WF!

Niech na ocenę z tego przedmiotu składa się frekwencja, zaangażowanie, chęci, ale nigdy, przenigdy i w żadnym stopniu – wyniki poszczególnego dziecka! Wierzę, że kiedy porzucimy staromodny pomysł stawiania ocen z wychowania fizycznego, poprawi się sytuacja z „lewymi” zwolnieniami! Zależy nam na wychowaniu zdrowych, silnych i pewnych siebie młodych ludzi, a nie pogarbionych okularników, którzy bez tableta nawet do sracza się nie ruszą! Należy zatem zmusić ich serducha do pokochania ruchu, do czerpania z niego radości, a nie frustracji. No, chyba, że bardziej niż na dzieciach, zależy nauczycielom WF na udowodnieniu, czyjże to przedmiot najważniejszy i uleczeniu swoich kompleksów, że się chodzi w dresie, podczas gdy pani polonistka – w szpilkach i garsonce!

Pozdrawiam z tego miejsca wszystkich mądrych nauczycieli wychowania fizycznego, którzy nagradzają dzieciaki za wspólne, aktywne spędzanie czasu ocenami bardzo dobrymi. One im wszystkim się należą!

Inną sprawą są dzieci wybitnie utalentowane, ale one nie potrzebują oceny celującej w dzienniku, tylko promocji i motywacji do rozwijania swojego talentu… ale to już zupełnie, zupełnie inna historia!

Advertisements

35 thoughts on “Bo sport to zdrowie! O wychowaniu fizycznym w szkołach publicznych

  1. No cóż… W naszych szkołach teraz na wszystko są tabele… Ale jeszcze gorsze są tzw. KLUCZE…
    Na ostatnim sprawdzianie z edukacji dla bezpieczeństwa moim zadaniem było wymienić rodzaje alarmów. Oczywiście byłem przygotowany, więc zrobiłem to bez problemu. Na następnej lekcji dowiaduję się, że moja odpowiedź była niepoprawna. Czemu? Bo była niezgodna z kluczem. Zobaczcie jak wyglądała różnica i oceńcie, czy nauczyciel powinien uznać mi tę odpowiedź:

    JA:
    Rodzaje alarmów:
    – o skażeniach
    – powietrzny

    KLUCZ:
    Rodzaje alarmów:
    – ALARM o skażeniach
    – ALARM powietrzny

    Ale dobra. To tylko dwa punkty… Niestety jest tego więcej. Proszę bardzo:

    JA:
    – Ten znak mówi: idź schodami w dół

    KLUCZ
    – Ten znak mówi: idź schodami w dół DO WYJŚCIA EWAKUACYJNEGO…

    Albo:

    JA:
    – Ciągnąć.

    KLUCZ:
    – Ciągnąć BY OTWORZYĆ.

    I nazbierało się tego trochę… Tyle, że przy 100% wiedzy dostałem 55% możliwych do uzyskania punktów, czyli – według wszechwiedzącej tabeli – dostateczny plus (3+).

    Teraz na sprawdzianach nie zastanawiamy się nad poprawną odpowiedzą, a nad jej brzemieniem w kluczu, bo to ono jest ważne. Liczy się, by wstrzelić się w klucz.

  2. Kluczem, który otwiera przede mną drzwi świata jest poczucie humoru. Dzięki niemu udaje mi się wyjść z klatki własnych sądów, przyzwyczajeń, oczekiwań co do życia i ludzi.
    A we wszelkich zadziwieniach i zachwytach nad światem najbardziej podoba mi się zjawisko analogii, a nawet – jak pisał o geniuszach naukowych Stanisław Ulam (polecam gorąco „Przygody matematyka”) odnajdywanie „analogii między analogiami”. Ta umiejętność chodzi sobie na szczęście po ludziach bez względu na tzw. rodzaj: humanista, ścisły, artysta, czy co tam jeszcze. Zatem wywody o wychowaniu fizycznym uzupełniłabym analogią do każdego innego przedmiotu, bo równie dobrze można by się zastanowić nad przesłaniem złotych myśli typu „matematyka jest królową nauk”, czy „historia vitae magistra est”. Miałam w szkołach do czynienia dokładnie z analogiczną sytuacją gloryfikowania i wywierania przeróżnych presji na uczniach przez nauczycieli przedmiotów ścisłych. Też była swego rodzaju „tabela”, gdzie ocenie poddawany był intelekt, szykany i niewybredne komentarze to był chleb powszedni dla nas uczniów, niezbyt smaczny, jak łatwo się domyślić. Jestem albo za zniesieniem ocen (utopia), albo za oceną z wszystkiego – jasną, rzetelną i miarodajną . Jaki kto jest, niech widzi i on, i inni, po cóż lęk czy oburzenie? Po co klasyfikacja przedmiotów które ważne, które mniej ważne.

    • Bardzo dziękuję za komentarz. Sama byłabym za zniesieniem ocen, za tym, aby przestać wstawiać młode, chłonne główki w ciasne tabele… ale na to nie ma, póki co, żadnych szans. Co do innych przedmiotów – owszem, można i tak rozumować, jednak są rzeczy ‚wyuczalne’ – w każdym przedmiocie (i mądry nauczyciel oceni nie konkretny wynik – a zaangażowanie, pracę itd.), jednak wychowanie fizyczne jest takim przedmiotem, w przypadku którego zachodzi realna możliwość zniesienia ocen – stworzenia zajęć sportowych – dla ducha i ciała, dla przyjemności, odpoczynku, higieny umysły… nie dla oceny!

  3. hay… co do mysli zlotej, nasunela sie jednakze watpliwosc, bo ze ryby nie mialy kiedys glosu ale im sie wrocil to nauka ustalila, no trudna wiedza jak to jest z kobietami z przyslowia bo one same sie do glosu wyemancypowaly. ;-),, to juz za Darwina bylo wiadome ze jest taka ryba co po drzewach jednakze chodzi,, zatem z ta ocena glupoty moze byc roznie,, rybka nawet skacze i sie da zobaczyc w lasach namorzynowych, mangrowych czy tez zwanych plywowymi, a ostatnio i w akwariach bo tam za dziwo sie uprawia ;-),, wdziecznie sie nazywa poskoczek mulowy(Periophtalamus barbarus),, zeby sie wymadrzyc przytocze, a z przyslowiem może miec na rzeczy tyle, ze z babkowatych 😉 rodu pochodzi, no i faktycznie malo gada… ;-)..
    tyle krotochwili..
    na temat wychowania w teżyźnie fizycznej, mozna rzec tyle, ze dzial ten nauki, toczy taka dolegliwość czy choroba, jaką caly system spoleczny wspolczesnie jest zarazony… chora rywalizacja do upadlego, testowa unifikacja wszelkich wzorcow, i produkowanie masowego czlonka spolecznosci, ktory juz dawno zapomnial od czasu rewolucji,co to obywatel znaczy… a zatem mlody co popada pod wf, musi sie spinac, zeby osiagac wyniki ktore couching’owego teamu nie wpedza na koniec listy,, musi sie poddac torturze zaliczenia rubryk w statystycznych tabelach, co moze przysporzyc, badz nie, punktow w rankingu placowki,, musi i musi.. dac rade,, czyz to cokolwiek odbiega od powszechnego trendu? … niewiele,, dzis jesli chcesz byc cool wszystko musisz,, latwo zauwazyc ten neurolingwistycznego programowania model wplywu na masy,,, kiedys mowilo sie nawet: sprobuj, moze ci sie uda,, staraj sie,, dzis wszedzie tryb rozkazujacy,, wez kredyt, zdobadz nagrode, wygraj bonus,zostan managerem, a jak ktos nie chce? jesr prosto outsaiderem, uznawanym za dziwaka,, a szczegolnie jak mlody i daje sie latwo powodowac, srodowisko rowiesnicze szybko go wykluczy, i oskalpuje z czlowieczenstwa,, i choc wydawaloby sie ze edukacja powinna byc najszybciej ewoluujacym i ewaluujacym rudymentem zycia, czescia elastyczna ciagle dynamicznie zmieniajacsj sie wiedzy,, jest bastionem konserwatywnej tradycji,, lopatologii,, i biernosci… czasem jeno z wyjatkiem osobliwym jak dziobak w przyrodzie,,, broni przed zmianami i ogolny trend i samo srodowisko… i o ile w zakresie samej edukacji pewne ozywcze nurty powialy,ducha zdrowego zwiastujac , to w kulcie zdrowego ciala widac flaute,, on sie rodzi dopiero w doroslejszym etapie zycia, poza szkola, w fitnes clubach, modelingu, i sporcie,, a jak sie temu ostatniemu przyjzec, to ze zdrowiem chyba wziął rozwod… i produkuje kaleki po krotkiej euforii mlodosci,, oczywista spolecznosc ma duza zdolnosc samoorganizacji, i spontanicznych dzialan zbiorowych, a przynajmniej w nich uczestnictwa,, po ilosci biegow, imprez rowerowych, mityngow i ewentow surviwalowych i wszystkiego innego, nawiedzanego z entuzjazmem i radoscia, widac ze jednakze mimo wysilku roznych instytucji zdrowy duch w narodzie ma sie nie zle..gdy go zbytnio nie zaczepiac.. pzdr

    • Pięknie napisane! Dzięki! Ważne jest zdroworozsądkowe podejście do tematu. „Jestem uczniem, jestem w szkole – muszę odbębnić, ale mam dystans”. Gorzej, że to zostaje i niekiedy człowiek walczy z demonami – Zmuszaczami całe dnie. Najgorzej – wg obserwacji – mają najsilniejsze kondycyjnie istoty na Ziemi – czyli matki! Te predatory, które obecnie występują w charakterze matek, to jakieś zadziwiające monsrum, które potrafi sobie wydłużyć dobę, żeby ze wszystkim zdążyć. Bo MUSI zmieścić się w „tabeli”. Taka matka MUSI mieć genialne dziecko o tysiącu talentów, więc popołudnia spędza z dzieckiem na: angielskim, plastyce, pianinie, gimnastyce artystycznej i piłce nożnej… Matka MUSI być fit – więc między zajęciami MUSI zdążyć odbębnić zajęcia w klubie fitness; a że mama nie może być „kurą domową” przecież – koniecznie MUSI zrobić karierę w korpo…, MUSI jednak stawiać się na każdej wywiadówce, każdej akademii i każdej wycieczce w szkole dziecka, MUSI również mieć przynajmniej jakieś blade pojęcie o nowych trendach, ale koniecznie przecież o mechanice samochodowej, a już na pewno nie może zapomnieć o kulturowym ubogacaniu swojego wnętrza, więc przynajmniej raz w tygodniu jest w teatrze, kinie, operze i filharmonii, i przecież MUSI, koniecznie MUSI uwielbiać gotowanie i sprzątanie w domu, witać domowników ciepłym posiłkiem, koniecznie z dwóch dań, i deserem! W międzyczasie mama MUSI znaleźć czas na kawę z koleżanką, coby nie wypaść z towarzystwa, a kiedy już odrobi lekcje, odbębni zajęcia dodatkowe dzieciaków, pogotuje obiadki, deserki, wyskoczy na siłownię i do kosmetyczki, zaliczy nowe, ambitne szkolenie i skończy najbardziej skomplikowany „projekt” w korpo (‚projekt’ – słowo-klucz! bleee), może wreszcie z uśmiechem na twarzy przebiec 15 km i zarejestrować to na fb, żeby wszyscy widzieli, że to, co kobieta MUSI – jest zaliczone. Amen

      • hmm, w konfuzje mnie wpedza slowo pochlebne, ale milo oko ucieszy 😉
        ad rem.. coz podobno czlowieki maja wolna wole,, zatem i wolny wybor,, nie sa manipulowani ani przez media, ani przez neurolingwistyczne programowanie,, nie sa przecierz determinowani przez trendy, i swobodnie moga sie poruszac fizycznie i psychicznie w obszarze habitatu.. he he.. to chichot natury.. na tle wspolczesnosci, sarkastycznie paczac, chlop panszczyzniany chyba mial wiecej swobody, choc wiadomo ze jej nie mial,,
        Opisamy tak scisle, ten „sielsko malowniczy” obraz matczynej egzystencji jest stresujacy nawet do czytania,dictum jest takie, ze primum – sa tez i tacy ojcowie, a secundum – tyczy sie to juz calej wspolczesnej, populacji, gdzie nie badz.,a tertium bym dodal, ze w istocie wlasnie umiar, abo rozsadek bylby tym coby pozwoliło i uczestniczyc i przetrwac, bez uszczerbku na body and soul..no ale widno, ze to ledwie pobozne zyczenie, i tesknota za Atlantyda.. ;-).. spelniane dla garstki wybrancow co sie odwazyli popasc w outsider’stwo.. maja ogolnie pojeta wolnosc i wzgledny spokoj, za cene bycia odmiencem, odszczepionym od lona.. nie koniecznie trzeba dla tego umykac do interioru… jak wiadomo, mozna byc „samotnym wsrod tlumu”..
        BTW wiele z tych musikow, jest w imtencji urocze,, piekne jak kobra ;-),, ale gdy w nich sie pograzyc jak w black hole, wychodzi jak z kobra,, nieeciekawie,, a nawet strasznowato..
        niemniej ludzkosc trwa jakies circa 10tys lat, zatem chyba „mamy szanse,, poradzimy, i damy rade” pod warunkiem ze musimy… (-: a tak w skrocie… pzdr

    • Takie zrozumienie mojego pisarskiego bełkotu jest wybitnie nietypowe. Ostatnio tak dobrze mi się pisało z jednym panem AS na fb 🙂
      Rozsądek, pan powiada?
      Ano – chyba z tego względu właśnie mężczyźni znacznie rzadziej wpadają w pułapkę musiejstwa (bowiem chyba jednak rozsądku mają panowie więcej)…
      Ale i panie – dochodzą do rozumu, ale muszą osiągnąć pewien wiek albo/i stopień doświadczenia życiowego 😉
      Pozdr

  4. znaczy nietypowy – zapewne,,niezaleznosc kochajacy, od urodzenia sie w szufladki nie dalem zabunkrowac, ale taki outsider’yzm jest bolesciwy okrutnie.. 😉 pzdr
    BTW konkluzja jest moja taka: dobrze, ze sa kobiety i facety… 😉 tak przyrodniczo sie robi,z tym ze jakies nowe pcie sie na horyzoncie jawia jak zmory…
    PS WordPress mnie wkurza, bo Android ma nerwowe transcodowanie i strona jest histeryczna w dostepie… alee..

      • no jest,, ale renkow a wlasciwie palicow braknie,, a i tak rozproszenie mam okrutne.. lubie wiedziec, ot co,, nawet jak nie wiadomo poco… 😉

    • Powiem tak – a ja się dałam zaszufladkować, ale na szczęście udało mi się z tej szuflady wyskoczyć. Odtąd cenię sobie siebie taką jaka jestem – i żyję tym, co kocham. Outsiderowo – ale nie boleśnie 😉 I – żeby było jasne i nie doszło do niepotrzebnej dyskusji – nowe pcie (i stare równie) w niczym mi nie przeszkadzają i mam w tym temacie bardzo konkretną i tolerancyjną opinię 🙂 Nie pcie decydują o ludziu… wg mnie.

      • ja do pci nic nie mam, znam pare odmian osobiscie,, i zbyte..
        jest jednakze, bezsporna roznica w behawiorze pci, ktora ewolucyjnie utrwalila pewna odmiennosc.. gdy to zrozumiec i zaakceptowac zycie jest prostsze,, baa.. mow to zdrow.. widac masa raczwej slepa i gucha w temacie, i mocno drazliwa… jak to masa…

      • Absolutnie się zgadzam 🙂 Czasem stoję w tym temacie pomiędzy dwiema masami drażliwymi 😉 Kobiecość ma piękne i trudne strony. Męskość pewnie też. Fajnie jest żyć, kochając swoją kobiecość – jak się jest kobietą; i swoją męskość – jak się jest mężczyzną.
        Szczerze mówiąc – dawny, salonowy szacunek do kobiety jest mi bliższy niż dzisiejsza ideologia strongwoman. Ale wybór raczej żaden – bo tradycyjna rola kobiety dawno za nami – przeminęła jak cudowny klimat przedwojennych dancingów… Szkoda…

      • przyroda na stan równowagi ma okrealenie homeostaza,, a jest to cos, posrodku przeciwienstw.. nawet jak sie woda i ogien spotkaja, koegzystencja się udaje ,,ale u ludzi to suabo,, coz to tez zwykla psychologia… wszędzie roznorodnosc ale prostaki tego nie ogarna,, nawet jak wysoko ksztalcone… to zycie przecie…

      • Może tędy droga? Ludzkość musi jakoś wymrzeć… Pozbawiamy się kultury, rozumu, logicznego myślenia, tolerancjo wobec siebie – powybijamy się wzajemnie. I taki kres nas czeka… ?!

      • no to juz wieksza jakby, desperacja,.. ,,ja tam sie pozabijac nie mam checi, choc bywa, ze do niektorych indywiduow bym szczelal, bez mrugniecia… wmimo fatalizmu niektorych watpliwych i depresyjnych i katastroficznych wieszczow, jakos mam mala wiare, zebysmy jak dinozaury zeszli z areny w blasku swiatla atomowego,, wszak sa zywe skamieliny, a nawet niektore historyczne zwierza od tamtych czasow egzystuja niezle, jak zolwie czy krokodyle,.. panika w tlumie, a moze tylko nastroj kolapsu,, ulatwia niebywale manipulacje i powodowanie spolecznoscia, kazda… doskonale na tym zarabiajac, materialnie i poza transcendencja…zdecydowanie jednakze sprawdzic kazda z tez suabo uporadzi,, ;-),, ludnosc aie morduje od zarania,, nawet na masowa skale,, bombami jadrowymi tez ,, i jakos trwamy, jak ta stacja, wbrew oczekiwaniom malkontentow ze sie wszystko powali… ojojoj troche wiary w homo, choc suabo ostatnio sapie’ns…

      • jest taki postulat , nie pamietam czyj „nie przejmuje sie tymi rzeczami, czy sprawami, na ktore nie,, mam wpływu,” rozsadne zdaje sie,, po co wiec tracic cos co jest przydasiem na zaś… i nie ma co zazdrościć,, oo i mysle, ze nawet jak reflux, abo czkawka wiara wrocic moze ;-)…

      • Rozsądne. Kieruję się tym od jakiegoś czasu, ale czasem wypływa taki buntowny młodzieńczowy sprzeciw i chęć naprawiactwa… Ale na krótko już na szczęście 😉 Wiara uaktywnia się… czasem… choćby tu – w tym naszym pisaniu 🙂

      • poczuwam, ze naprawiactwo, bywa ewangielizowanym ekumenizmem ,;-), czyli prosto nawracaniem na wlasne misie i widzi.. widac taki rys w historii czlowiekow i zbiorowo i indywidualnie ,, moze zatem to jakas cecha behawioralna,nie do odparcia. ,, silnie chcę sie i dąży do unifikacji i modyfikacji otoczenia,na skale domowa i narodowa, tak aby bylo przyjazne nam,, a zatem i tych ktorzy sa w nim obecni wedlug naszego paczenia.., kazdy odmienny jest nowym problemem.., jak wiele zdarzen ma to dobre i zle efekty,, ale tez jesli sie trafi na osobnika, lub ich wielu, caly wysilek pojdzie w gwizdek, i jedynie sumienie może byc spokojniejsze, ze sie probowalo.., zatem efektywność i „ergonomia” naprawiactwa może byc iluzoryczna… lepiej poczytac… 😉

      • Raczej nie tą drogą moje naprawiactwo podąża. Doceniam inność, a nawet jestem jej ciekawa, poznaję, zanim wyrobię sobie zdanie, a nawet – lubię być przekonywana i zmieniać zdanie (pod warunkiem, że otrzymam logiczne argumenty). Nie miewam widzi ani misiów, jedynie… brak tolerancji dla głupoty i zła. Odmienność nie jest dla mnie problem, dopóki nie krzywdzi. Każde zrobienie krzywdy i każdy przejaw głupoty – spotka się z moim veto (rasa, narodowość, religia, płeć i gatunek nie mają tu żadnego znaczenia). „Świat nie dzieli się na zagranicznych i krajowych, ale prosto – na mądrych i głupich” 🙂
        Ale fajną myśl mi Pan podsunął i rzeczywiście – sięgnę po coś mądrego w temacie 🙂

      • znaczy jestem przekomany, ze etykietowanie czrno-biale tylko na madrych i glupich, jak na portyku koscielnym w Malborku ;-), jest pewnym relatywnym uproszczeniem… swiat w niewielu aspektach ma zdecydowaną dychotomicznosc,,,nawet noc i dzien, maja brzask, poranek, przedwieczerz,zmrok i cos tam jeszcze,, oczywista te pory sa osobliwie indywidualne w odczuciu osobniczym, a tez zmienne w strefach goegraficznych a nawet w niszach,, podejrzenie mam, ze nie inaczej jest z roznorodnoscia wielu cech i zjawisk,, wszystko jest konglomeratem mieszaniny cech i zjawisk z ich również nieoznaczona jednoznacznie sila ekspresjii.. takie puzzle, ksztaltem pasujace, obrazek wiecej w stylu Pollocka abo jeszcze gorzej,, pieknie to ujal Ditfurth von Hoimar w swoim tryptyku… Sadze, ze ilość kombinacji głupoty z madroscia,w rzeczywistym czasie i przestrzeni, ich oddzialywania na relacje miedzy ludzmi,a takze socjologiczne, geograficzne i inne iczne zaleznosci, wykraczają poza calkowite zrozumienie,, ale z pewnoscia dla jakiejkolwiek sensownej analizy, uproszczenie jest niezbedne,, jak w matematyce,, i to pocieszajace może .. 🙂

      • Taki podział jest uproszczeniem, albo zwyczajnie – skrótem myślowym. Głupi to nie ten, kto ma IQ poniżej jakiejś granicy! Zupełnie nie chodzi przecież o intelekt czy wiedzę. Raczej o podejście do drugiego człowieka, zwierzaka, przyrody, wspólnego dobra etc. Reszta – jest indywidualną sprawą każdego. I jasne, że moje/twoje/wasze/nasze spostrzeżenia i oceny będą relatywne. Nie da się inaczej. Ale są zachowania, które z założenia są złe, albo jasnym jest, że w konsekwencji będą złe. I raczej – to mamy na myśli, dzieląc świat na mądrych i głupich.

    • Rozbawia mnie Pan w sposób wybitny! Dawno nie miałam okazji tak serdecznie się uśmiechnąć do monitora 😉 Proszę sobie nie zadawać tyle trudu, choć – nie ukrywam – każdy komentarz cenny 😀

      • ja pewnie czesciej sie z wlasnego
        txtu usmieje,jak redaguje, bo go zrozumiem 😉 niźli odbiorca,, bo tu o zrozumienie trudno ;-),, txt’y okreslono jako łamliwe ;-), ale radosc wieksza gdy innych bawi.. (-:

  5. coz na prosbe guchy byc nie umiem,, skoro trud prozny, ide na latwizne,, 😉 no i cysto piknie – zbyte… ale jak to kobieta,, raz mam nie byc cicho,, innym znow nie trudzic sie,, matko kochana,, w takim szpagacie o wypadek nie trudno… moge nie uporadzic… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s