Koniec wiosny w Lanckoronie Agnieszka Błotnicka

Chciałam wszem i wobec ogłosić, że czytuję również popularną literaturę, literaturkę, a nawet literaturzynę.
I dziś opowiem Wam o niezobowiązującej, prostej i komicznej historyjce autorstwa pani Agnieszki Błotnickiej. Nazwisko nic nie mówi? No to proszę: Pani Agnieszka była dziennikarką radia Zet, a potem scenarzystką. Pisała scenariusze np. do Ulicy Sezamkowej (do której mam ogromny sentyment), a potem do seriali: Tata, a Marcin powiedział, Na wspólnej, Rodzina zastępcza i innych. No, to rozjaśniłam w głowach, a teraz do sedna – ma być o książce.

Książkę zaliczyłam do działu Szybka książka do pociągu 😉

Ogromną zaletą tej książki jest jej forma. Ot, czysto techniczna sprawa – ale ja zwracam na to uwagę. Książka leciutka, żółty papierek, niepowlekany błyszczaczem i innymi pierdołami, GENIALNA interlinia, świetna czcionka – nie zjada gałek ocznych, czysty relaks z książką w ręku! A do tego prosta, słoneczna okładka – sama radość. Nic dziwnego, że rzuciła mi się w oczy w księgarni, tuż przez odjazdem mojego pociągu. I to był strzał w dziesiątkę. Do domu dojechałam już po lekturze 😉
Koniec wiosny w Lanckoronie to historia Magdy, puszystej dziewczyny z normalnymi, ludzkimi problemami i pragnieniami.
Magda pracuje w prywatnej firmie, jest nowoczesna, zaangażowana . Wolne chwile spędza, popijając winko ze swoim, zakochanym w jej dodatkowych centymetrach, chłopakiem, i popalając papieroski. Ma o sobie dobre zdanie, nie przeszkadzają jej zbędne kilogramy, ma większe ambicje, niż stać się wieszakiem na ubrania, a po za tym – cieszą ją drobne przyjemności, takie, jak pyszne jedzonko, kawusia, ciasteczko!
No, ale książka musi mieć kawałek akcji, zatem i tu nagle gruchnęło, pieprznęło i posypały się niespodziewanie na magdziną głowę kłopoty i troski. Właściwie – najgłupszy kłopot z możliwych – rzucił ją chłopak. A tak konkretnie – to zwiał bez słowa wyjaśnienia! Tchórz! Wydarzenie to przywołało oczywiście falę samokrytyki i Magda postanowiła zwiać także! Zwiać od swojego życia, zdystansować się i oczywiście – zgubić nadbagaż tłuszczyku.

„Przecież mężczyźni uwielbiają tylko poręczne kobiety. Lekkie i wygodne jak neseserki, z którymi można gładko wcisnąć się do zapchanego wagonu metra, pomajtać sobie nimi od niechcenia, pogładzić je i otworzyć jednym ruchem ręki. To oczywiste, że żaden nie chciałby pchać się przez życie z wielką pękatą walizką.”

Magda bierze urlop i jej stare autko wywozi ją na górzyste zadupie. I w błędzie jest ktoś, kto doszukuje się tu wielkiej sensacji i przygód rodem z Indiany Jonesa! Magda skręca kostkę – i po zabawie! Spokojnie spędza czas w małej mieścinie i próbuje przewartościować swoje życie. Spotyka różnych ludzi, z których każdy coś do jej życia wnosi. Przechodzi na dietę!

„Tu potrzebne były wytrwałość i samozaparcie. Nadzieja na wspaniałą przyszłość, okraszoną dojrzałą, świadomą wolnością, wymagała utrzymania chciejstwa na uwięzi, w kagańcu, jak groźnego pitbulla. (…) Myśląc tylko o tym, odwijałam z papierka bladawy filet z dorsza.”

Któż jej nie zrozumie?!
Magda wytrzymała. Do zestawu dietowego dorzuciła proste ćwiczenia i udało jej się pozbyć zbytecznych fałdek. Nie, nie stała się z Kopciuszka Królewną, ot, po prostu – zrzuciła kilka kilogramów i lepiej się poczuła.
Pobyt w pensjonacie w Lanckoronie dał dziewczynie czas do zastanowienia się, do wspominania swojego związku, swojej pracy, swoich przyjaciół. Związek? Chyba opierał się jedynie na frywolnej zabawie i dobrym seksie. Przyjaciele? Magda tego nie mówi, i nawet przez chwilę nie czuje się opuszczona, ale chyba jest samotna. W jej relacjach można odczuć, że tak naprawdę – brak jej zaufanej osoby, a i takowej nie szuka.
Magda wraca do swojego życia po długim urlopie. Jest wypoczęta i nico szczuplejsza, niż była. Można teraz tylko wyglądać happy endu, cudownego pojednania zwaśnionej pary, albo pojawiania się nowego księcia na białym rumaku. Nic z tych rzeczy…

„Nie dziwię się mizoginistom. Istnieją kobiety, które postrzegają świat przez pryzmat niekończącego się okresu godowego.”

Magda chciała tylko zapalić kolejnego papierosa i zmieścić się w ten cholerny fioletowy kostium kąpielowy, który dostała od koleżanki. Oprócz papierosa – aby obie ręce były zajęte – warto zakupić dobrą lekturę. I tu, bohaterka przeżywa, znany mi z autopsji, problem – wizytę w księgarni.

„Jak to ogarnąć? Co wybrać i jak to wszystko dokładnie przeczesać? (…) Wstępna selekcja nie sprawiła trudności: albo tytuł był znany i niechciany, albo nieznany i też niechciany. (…) wynosząc pod pazuchą kilka egzemplarzy wybranych na podstawie pierwszych stron, tliłby się we mnie niepokój, czy nie wniosę do domu zgniłego jajka. (…)

Historia urywa się w trochę dziwny sposób: Magda spotyka się z Filipem. Co z tego wyniknie? Nie ma odpowiedzi. Trzeba przeczytać, wyciągnąć wnioski.
Ja miałam wrażenie, że Magda w Lanckoronie przywołuje we wspomnieniach fajnego, przystojnego, bogatego faceta, pociągającego, inteligentnego, dowcipnego, męskiego. A do mieszkania dziewczyny przyszedł żałosny jegomość, zagadał coś jak jakiś Alwaro z serialu wenezuelskiego, zapalił papierosa… i w ogóle mnie nie zachwycił! A taki miał być drugi Grey. Nie wiem, czy to celowy zabieg autorki. Może Magda miała pokazać się czytelnikowi z jak najlepszej strony, oczarować swoim poczuciem humoru, zdobyć sympatię? W jej wspomnieniach Filip był fajnym facetem, a kiedy poznajemy go „osobiście”, okazuje się gogusiem…

Ja trzymam kciuki za Magdę i za jej pulchne opakowanie!

Książkę polecam jako lekką, zabawną opowieść na jeden wieczór. A może, czeka Was podróż do rodzinki na święta?! Zatem ta książka będzie idealna, by wypełnić czas w pociągu!

Reklamy

5 thoughts on “Koniec wiosny w Lanckoronie Agnieszka Błotnicka

  1. Oj, dawno nie zostawialam sladu pobytu 🙂 , co nie znaczy, ze nie bywalam . Dzien dobry po przerwie. Ksiazke „nabylam – sciagnelam” z chomika na tablet i wolnej chwili przeczytam. Szkoda tylko, ze nie moge podczas podrozy 😉 Pozdrawiam i czekam na piernikowy przepis 🙂

  2. Witam ponownie! Bardzo się cieszę, że zachęciłam. A podróży proszę nie żałować, bo nie ma czego! Zdecydowanie lepiej w domku, pod kocykiem i patrzeć za okno na mróz, który z perspektywy bujanego fotela przed kominkiem – jest całkiem do zniesienia 😀 Pozdrawiam cieplutko!

  3. A z ta podroza u mnie to jest tak, ze ja jako kierowca podrozuje, wiec z czytania raczej nici 😉 probowalam audiobooka, ale tez sie nie sprawdza, pozostaje sluchanie muzyki 🙂

    • Ja zostawiam prowadzenie osobom bardziej skoordynowanym przestrzennie 😉 Kierowcom nie polecam czytania! A do audiobooków sama nie mogę się przekonać :-(, choć dostrzegam w tym wielką wartość artystyczną… ale cóż… jestem chyba stary piernik. A propos: piernik będzie w sobotę 🙂 Coś mnie korci, żeby pokombinować, więc nie wiem, co z tego wyjdzie…

      • Stary piernik 😉 a to dobre 😀 Ja lubie jezdzic w sensie prowadzic auto chociaz czasami mam tej radosci za duzo. Czekam na piernik i niech pani kombinuje byle wyszedl z tego piernik, a nie kaczka w buraczkach 😉 czy inny zajac 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s