SYROP Z MNISZKA LEKARSKIEGO (‚MIÓD Z MLECZU’)

SYROP Z MNISZKA LEKARSKIEGO ('MIÓD Z MLECZU')

Spędziłam niedzielę na robieniu syropu dla synka. Syrop z mniszka lekarskiego, zwany też ‚miodem z mleczu’ pomaga w przeziębieniach, uodparnia, działa przeciwkaszlowo (witaminy: A, B, B4, C, D; minerały: potas, magnes, krzem, żelazo; ), jest idealny na ból gardła – działa bakteriobójczo; wspomaga leczenie ran; obniża poziom cholesterolu; poprawia trawienie, oczyszcza organizm z toksyn, a nawet – jest pomocny w leczeniu miażdżycy!

Wiele osób pyta, jak go przyjmować. Bardzo prosto! Ten syrop wygląda i smakuje jak miód (nieco łagodniej). Można nim posłodzić herbatę, posmarować kanapkę z twarogiem, dodać do jogurtu naturalnego… itd.

Ten syrop ma jednak dużo cukru – osoby chorujące na cukrzycę, wrzody żołądka mogą pić napar z mniszka, miodu jednak powinni unikać.

PRZEPIS

ok. 400-500 kwiatów mniszka
1 kg cukru
3 cytryny
woda

Zrywamy same żółte główki mleczu.

???????????????????????????????

Ja rozsypałam je na stole piknikowym, aby wszystkie żyjątka opuściły swoje domy 😉

Zalewamy kwiaty wodą [wypłukujemy brudki, możemy zostawić na kilka godzin – namoczyć, ale ja tego nie robiłam]. Zalewamy woda jeszcze raz  (ok. 2 l) i gotujemy ok. 5 minut. Szczelnie przykrywamy i odstawiamy na ok. 1 godzinę (najlepiej odstawić na noc i wrócić do przygotowywania następnego dnia), aby mniszek dobrze się zaparzył. Po tym czasie – należy odparować wodę z naparu. W tym celu wystarczy postawić garnek na bardzo małym ogniu na ok. 3 h. [Ja tutaj odlewam sobie szklaneczkę naparu – piję jak herbatkę]. Po tym czasie – dosypać cukier i jeszcze 20 minut pogotować (zagotować i zmniejszyć ogień do minimum). Na koniec – dodać sok z 3 cytryn. Gorący przelać do gorących słoiczków. Szczelnie dokręcić. Gotowe! Może stać w piwniczne nawet pół roku!

DROBIOWE KOTLECIKI W POMIDORACH

DROBIOWE KOTLECIKI W POMIDORACH

Postanowiłam podzielić się z Wami przepisami, które kiedyś pozwoliły mi przygotowywać niskokaloryczne, dietetyczne posiłki. Jestem smakoszem, więc dania złożone z gotowanego fileta i groszku mnie nie zadowalały. Przepisy są opracowane na podstawie diety od dietetyczki, ale są przeze mnie dopieszczone.
ZASADY!
Unikamy: soli, cukru, tłuszczu, węglowodanów, smażenia!

Na pierwszy „ogień” idą kotleciki 🙂 Zapraszam!

PRZEPIS

Składniki:

Kotleciki

(na ok. 15 kotlecików – proponowana porcja dla dorosłej kobiety – 2-4 kotleciki)

ok. 300 g mielonego mięsa drobiowego (ja używam mieszanego: kurczak i indyk -nie ufam gotowym produktom, kupuję mięso – mielę sama)
ok. pół szklanki otrębów pszennych (mogą być też zmielone płatki owsiane górskie)
1 białko jajka
1 łyżka musztardy ostrej (rosyjska, sarepska)

POMIDORY OLIWA CZOSNEK

Sos

2 pomidory świeże (lub pół puszki pomidorów w zalewie)
1 łyżka koncentratu pomidorowego
szczypta (dosłownie!) soli morskiej
łyżeczka bazylii (najlepiej świeża – siekana, ale może być suszona)
łyżka oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
3/4 szklanki wody (jeśli używamy świeżych pomidorów; jeśli z puszki – wystarczy zalewa)

Przygotowanie:

Z mięska, otrębów, białka i musztardy wyrabiamy gładkie ciasto i formujemy małe kotleciki. Możemy je smażyć na patelni bez tłuszczu, albo podlać wodą i dusić 5 minut.
W osobnym naczyniu dusimy czosnek na oliwie, po chwili dodajemy pomidory (z zalewy lub świeże, pokrojone, bez skóry), sól i bazylię. Dolewamy wodę lub zalewę z pomidorów i ewentualnie koncentrat pomidorowy. Dusimy chwilkę i przelewamy na patelnię z kotlecikami, dusimy 2 minutki razem i gotowe!

Najlepiej podać do tego tylko świeżego pomidora z sałatą, ale jeśli nie wyobrażacie sobie obiadu bez węglowodanów, proponuję 50 g brązowego ryżu, pełnoziarnistego makaronu lub kaszy gryczanej!

RADY!

1. Wiem, że na początku dania niesłone wydają się bez smaku. Najlepiej szybko się przyzwyczaić 😉 A tak na serio – można do duszonego czosnku i pomidorów na oliwie dodać dosłownie 1/4 kostki drobiowej. Ja jednak będę Was namawiać do całkowitego zrezygnowania z takich ulepszaczy. Aby zaostrzyć smak, proponuje dodawać zioła, paprykę, chili – poprawią dodatkowo przemianę materii, a nie zatrzymają wody w organizmie – jak to czyni sól.

MAKARONOWA SAŁATKA Z KURCZAKIEM, KOPERKIEM I ŚWIEŻYM OGÓRKIEM

MAKARONOWA SAŁATKA Z KURCZAKIEM, KOPERKIEM I ŚWIEŻYM OGÓRKIEM

Pyszna, świeża, wiosenna, pachnąca koperkiem i świeżym ogórkiem!
Zapraszam na smaczną sałatkę.

Składniki

ok. 200 g makarony orzo (tzw. makaron – ryż)
2 świeże ogórki małe (lub jeden duży)
ok. 200 g filet z kurczaka
puszka kukurydzy słodkiej
pęczek koperku świeżego
1 łyżka przyprawy do gyrosa (lub przyprawy do kurczaka)
1 łyżka oleju
ok. 5-6 łyżek majonezu
4-5 jajek

Przygotowanie

Jajka gotujemy na twardo. Filet gotujemy w wodzie ok. 15 minut. Ostudzonego kurczaka kroimy w małą kostkę i dusimy na oleju z dodatkiem przyprawy do gyrosa (ok. 10 minut). Makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
Ogórki i jajka kroimy w drobną kosteczkę, dodajemy kurczaka, kukurydzę, dużo posiekanego koperku i majonez. Wszystko dokładnie mieszamy. Przyprawiamy do smaku sola i pieprzem (w razie potrzeby).

RADY!

Jeśli chcemy ostrą sałatkę – można dodać do niej 2 duże łyżki drobno poszatkowanej cebuli lub pora.

Smacznego!

BABKA MIGDAŁOWA

BABKA MIGDAŁOWA

Przepis

6 jajek
3/4 szklanki oleju
1 szklanka cukru
1,5 szklanki mąki pszennej
cukier migdałowy
4 krople olejku migdałowego
3 łyżki budyniu wanilinowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
opcjonalnie: polewa czekoladowa, płatki migdałowe, 4 łyżki gęstego dżemu

Oddzielić białka od żółtek. Białka ubić na sztywno, dodać cukier, cukier migdałowy, potem żółtka i dobrze wymiksować. Do piany dodawać powoli przesiana mąkę, proszek do pieczenia, olej i aromat migdałowy, dobrze wymieszać drewnianą łyżką.
Ciasto wylać na wysmarowaną tłuszczem duża blaszkę na babkę.
Piec ok 40 minut w 180 s. C.

Ostudzony polać polewą i posypać płatkami migdałowymi.

RADY!

Aby babka była wilgotna, można dodać do niej dżem. Ja wylałam połowę ciasta na blaszkę, potem wyłożyłam w kilku miejscach dżem (użyłam dżemu cukiniowego domowej roboty). Przykryłam resztą ciasta. Dżem powinien być gęsty, aby nie zrobił się zakalec.

Smacznego!

„Pożegnanie widoku” W. Szymborska

IMG_8071

Nie mam żalu do wiosny,
że znowu nastała.
Nie obwiniam jej o to,
że spełnia jak co roku
swoje obowiązki.

Rozumiem, że mój smutek
nie wstrzyma zieleni.
Źdźbło, jeśli się zawaha,
to tylko na wietrze.

XXXX

Nie sprawia mi to bólu,
że kępy olch nad wodami
znowu mają czym szumieć.

Przyjmują do wiadomości,
że – tak jakbyś żył jeszcze –
brzeg pewnego jeziora
pozostał piękny jak był.

Nie mam urazy
do widoku w widok
na olśnioną słońcem zatokę.

Potrafię sobie nawet wyobrazić,
że jacyś nie my
siedzą w tej chwili
na obalonym pniu brzozy.

Szanuję ich prawo
do szeptu, śmiechu
i szczęśliwego milczenia.

Zakładam nawet,
że łączy ich miłość
i że on obejmuje ją
żywym ramieniem.

Coś nowego ptasiego
szeleści w szuwarach.
Szczerze im życzę,
żeby usłyszeli.

Żadnej zmiany nie żądam
od przyrbrzeżnych fal,
to zwinnych. to leniwych
i nie mnie posłusznych.

Niczego nie wymagam
od toni pod lasem,
raz szmaragdowej,
raz szafirowej,
raz czarnej.

XXXX

IMG_8070

Na jedno się nie godzę.
Na swój powrót tam.
Przywilej obecności –
rezygnuję z niego.

Na tyle Cię przeżyłam
i tylko na tyle,
żeby myśleć z daleka.

WARSTWOWA SAŁATKA Z TUŃCZYKIEM

WARSTWOWA SAŁATKA Z TUŃCZYKIEM

Ta sałatka jest o tyle oryginalna, że cała jest… tarta 🙂 Wiecie, jak pięknie wyglądają tarte białka? Taka sałatka to bardzo efektowne danie! Właściwie trudno odgadnąć, co to jest 😉 Goście pytają, zakładając, że to coś megaskomplikowanego! A tu niespodzianka – szybka i niedroga sałatka z majonezem 🙂 Warto sobie ja przygotować!

PRZEPIS

Składniki

2 puszki tuńczyka (w sosie własnym – kawałki)
6 jajek
ser żółty (ok. 200 g)
duża cebula
ok. 4-5 sztuk ogórków konserwowych
majonez (mały słoik wystarczy – ok. 6 dużych łyżek)

Przygotowanie

Jajka gotujemy na twardo. Ogórki, cebulę kroimy w drobna kosteczkę (albo ścieramy na grubych oczkach tarki), ser ścieramy na średnich oczkach tarki. Jajka obieramy, oddzielamy białka od żółtek. I białka, i żółtka ścieramy osobno na średnich oczkach tarki. Układamy w szklanym naczyniu: na samo dno żółtka, potem po cienkiej warstwie: ser żółty, tuńczyk, ok. 3 łyżki majonezu, ogórki, cebulka, tuńczyk, majonez – a na wierzch sypiemy starte białka! Wygląda to świetnie! I jest pyszne!

tarta sałatka z tuńczykiem

Smacznego!

MAŁGORZATA IDZIE NA WOJNĘ

Wojciech Lubawski, Tomasz Natkaniec

 

MAŁGORZATA IDZIE NA WOJNĘ Wojciech Lubawski, Tomasz Natkaniec

Powieść napisana przez prezydenta Kielc – Wojciecha Lubawskiego i dziennikarza – Tomasza Natkańca.

Jeden z Autorów nabył na aukcji eBaya stary list w pożółkłej kopercie zaadresowany „JW Małgorzata Aniela Szczerbińska, do rąk własnych”. Jego data – 5 sierpnia 1914 roku – wskazywała na to, że nadawca napisał go tuż przed wyruszeniem Pierwszej Kompanii Kadrowej Józefa Piłsudskiego z Oleandrów do Kielc. Tajemniczy list, okruchy historii, miłość i lokalizacja (!) – to wystarczyło, by zaintrygować dwóch pasjonatów historii i skłonić ich do dalszych poszukiwań informacji o adresatce. Po amatorskim śledztwie, Autorzy dotarli do prawnuka bohaterki – Piotra Wiśniewskiego, który dostarczył kolejnych materiałów: fotografii, teczek, dokumentów. W ten sposób powstała powieść o dzielnej Małgorzacie – dziewczynie, która rzuca się w wir wydarzeń Roku Pańskiego 1914.
Małgorzata Szczerbińska była sierotą, niechcianą wychowanką wrednej stryjenki i stryja, który powróciwszy z wojny rosyjsko-japońskiej, dał żonie ostro do zrozumienia, że nie podobało mu się, jak traktowała Małgorzatę – dziecko, które pokochał, jak własną córkę. Stryj w japońskiej niewoli nauczył się „japońskiej sztuki walki”, którą – dla podkreślenia stanowczości swych decyzji – demonstrował na meblach pokojowych:

I wtedy stryj Paweł wydał z siebie przerażający wrzask, i z całej siły rąbnął łokciem w trzydrzwiową, fornirowaną na jasny orzech szafę. Wrzasnął ponownie i wykonując półobrót, uderzył wyprostowaną nogą w lustro zamontowane w jej drzwiach. Szkło rozprysnęło się na tysiące kawałeczków. Kopnął w trzecie drzwi, ze świstem wypuścił powietrze z płuc i znieruchomiał.

Małgorzacie zaimponowała siła stryja i przez kolejne lata uczyła się od niego owej „japońskiej sztuki walki” polegającej – na szczęście – nie tylko na „rąbaniu łokciem” i wykonywaniu półobrotów, ale również na pracy nad sobą, panowaniu nad swoimi emocjami, nie poddawaniu się lękom. To te nauki – jak się później okaże – najbardziej przydadzą się Małgorzacie w jej podróży z Krakowa do Kielc.

Po kilku latach od tego wydarzenia, w sierpniu 1914 roku, Małgorzata dostała list (ten sam list, który prawie 100 lat później otrzymał pocztą jeden z Autorów powieści ) od swojego narzeczonego, który postanowił przełożyć ich ślub i wyruszyć na wojnę, by walczyć o wolną Polskę. Kocham Cię bez pamięci, bez tchu, bez opamiętania. Wiem, że Ty tak samo kochasz mnie. I dlatego wierzę, że mi wybaczyć. – napisał January. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak dalece się pomylił i jak bolesna będzie to dla niego pomyłka. Widocznie ten chłopaczyna niezbyt dobrze znał się na kobietach, a i wyobraźnię miał lekko ułomną, skoro nie potrafił sobie wyobrazić, do czego zdolna jest kobieta ze złamanym sercem. Małgorzata nie rozumie i nie ma zamiaru próbować zrozumieć! Stanowczość, zdecydowanie, upór i duma – to cechy, które decydują o tym, że dziewczyna postanawia dopaść delikwenta i wyrazić swoje niezadowolenie. Nie, Małgorzata nie wpada w furię, nie zamierza rwać włosów z głowy. Z wielkim opanowaniem, metodycznie, bez pośpiechu, pakuje swoje rzeczy w małą walizkę, postanawia wyruszyć za wojskiem i – aby pomścić swoją dumę – zabić nieszczęśnika, który ośmielił się ową dumę zszargać.

Tak rozpoczyna swoją podróż. Z walizką, niewielką sumą pieniędzy i swoim dziennikiem, w którym zapisuje postanowienie:
Miał szczęście, że go dziś nie dopadłam. Ale dalibóg (…) złamię mu kark bez chwili wahania, gdy tylko przed nim stanę. Nic innego się dla mnie nie liczy. I jestem całkowicie gotowa na to, co nastąpi potem: niechże mnie osądzą jak pospolitą morderczynię. Nie dbam o to.

Podróż, zdawałoby się niedługa (Małgorzata wyrusza z Krakowa 6 sierpnia, a do Kielc dociera 17 sierpnia) i niedaleka, obfituje w wydarzenia, o których młodej kobiecie nawet się nie śniło. Na jej drodze, prócz wielu przeszkód, na szczęście stają również ludzie, którzy pomagają dotrzeć do celu. Postacią, która pojawi się w powieści na dłużej, jest Pierre Świeżawski:

Profesor uniwersytetu w Zurychu, znajomy Alberta Einsteina, Ignacego Mościckiego i Włodzimierza Lenina (!), patologiczny erotoman, zapalony fotograf, ekscentryk, prawdopodobnie alkoholik, a nade wszystko patriota o gołębim sercu poszukujący grobu ojca powstańca.

Ten bohater wniósł do powieści dużo humoru, luzu, dystansu. Stał się – chcąc nie chcąc – towarzyszem podróży dzielnej Małgorzaty. Ich dwa światy – poukładany, z zasadami i naukami wyniesionymi z surowego domu Małgorzaty i ten frywolny, zdystansowany, rozpustny żywot wątpliwego moralnie Pierra – zderzają się, tworząc komiczny duet. Koniec końców Pierre okazuje się dobrodusznym panem w średnim wieku, a Małgorzata obdarza go niezwykła sympatią, mimo, że np. potrafił opóźnić podróż, bo zaspał… na sianie… w stodole… z 2 nagimi służącymi…

Małgorzata wędruje wiele dni trasą, którą dziś pokonujemy w 2 godziny. Ona po drodze musi nie tylko sama przeżyć wiele przygód, ale i przedstawić nam mnóstwo ludzi, których warto poznać, pokazać wiele ciekawych miejsc. Dlatego sama akcja poszukiwania Januarego często zostaje zawieszona, wstrzymana, aby na chwilę „zajrzeć” do ważnych miejscowości, wsi, domostw. Muszę powiedzieć, że – jak dla mnie – są owe pauzy zbyt krótkie i płytkie! Np.: dworek pani Róży:

(…) Szafy kryją prawdziwe skarby. Jest tu prawie dwa tysiące woluminów z przeróżnych dziedzin nauki: architektury, heraldyki, genealogii, geografii, medycyny, a nawet rolnictwa, w językach, w jakich dusza pragnie – (…). Najcenniejsze egzemplarze mają oprawę z epoki: zwykle drewnianą i obciągniętą pergaminem, z metalowymi okuciami, a nawet ze złoceniami. (…) Gospodarz posiada pewną ambicję, (…). Otóż pragnie umieścić w swej biblioteczce po jednym egzemplarzu… każdego czasopisma wychodzącego na świecie! I tak obok gazet polskich, na przykład „Kuryjera Wileńskiego”, „Kłosów”, „Przyjaciela Dzieci” i dziesiątek innych, ma już całkiem pokaźną kolekcję pism zagranicznych. Zwłaszcza francuskich, z „L’Illustration”, „Le Petit Journal” i „Revue de Deux Modest” na czele, ale i na przykład amerykańskich: „Harper’s Weekly”, „Our Town”, „Bentleyville” (…). A nawet australijską „Sydney Gazette”!

Opis tego dworu, jego biblioteki, sali myśliwskiej, gabinetu z unikatową kolekcją pasów kontuszowych etc. jest… niewystarczający, słaby, pozostawiający wiele do życzenia!

Do końca życia zapamięta to miejsce [Małgorzata]. Ale nigdy nie dowie się, że ów biblioteczny skarb, który przetrwał dwa powstania narodowe i przeżyje jeszcze dwie wojny światowe, zostanie unicestwiony przez nowych gospodarzy, współczesnych Hunów w watowych kurtkach. Zamieszkają tu oni zimą 1945 roku. Większość unikalnych mebli sprzedadzą beztrosko za pięć kanistrów spirytusu. Gazety sprzed stulecia przeznaczą na podpałkę. Bezcenne woluminy ochoczo wrzucą w błoto pobliskiej drogi, by ją w ten sposób… utwardzić.

Ja w tym miejscu zawyłam: małooooo!!! [wypadłam z łóżka i zaczęłam grzebać w Google: Tunel… Uniejów… Miechów… i znalazłam 😛 Wy też sobie poszukajcie 😛 ].

To był idealny moment na pauzę w powieści, a to miejsce, ten dwór i jego gospodarze dawali świetny pretekst, żeby pochylić się, opowiedzieć nieco więcej, dać czytelnikowi odpocząć od Małgorzaty i jej pędzenia za swoim żołnierzykiem. Jak dla mnie w powieści jest kilka takich niewykorzystanych okazji, miejsc i postaci z potencjałem, śmiało można było zaryzykować kolejny wątek, i kolejny… Chyba Autorzy za bardzo pilnowali się, żeby nie „przegadać”. Szkoda.

Warto sięgnąć po tę książkę! Ja, biorąc ją do ręki, raczej zakładałam, że po prostu muszę ją znać, wypada mi, należy się – wiele książek właśnie tak traktuję. Zaskoczyła mnie pozytywnie. Może jest lekko… przesadzona (?!), może niepotrzebnie z tej Małgorzaty taki Rambo – odbiera jej to wiarygodność. Ale w sumie jest to przyjemna książka, którą czyta się błyskawicznie.

Książkę oceniam pozytywnie. Dobrze się bawiłam, odnalazłam tu wiele bliskich mi miejsc i postaci znanych z historii, a także wydarzeń, o których snuje się opowieści przez pokolenia (między innymi Daleszyce – moje rodzinne miasto, gdzie w listopadzie 2012 roku w Niwkach Daleszyckich stanął pomnik upamiętniający wizytę Marszałka na ziemi daleszyckiej w 1926 roku). Eh… no dobra… jestem sentymentalna!

Chcecie dowiedzieć się, co spotkało Małgorzatę w drodze z Krakowa do Kielc? Dlaczego ta podróż trwała ponad 10 dni? Dlaczego Małgorzata ogoliła głowę? Co robiła w klasztorze na Karczówce? Gdzie poznała Henryka Sienkiewicza? Jak zabiła kilku kozackich żołnierzy i jak biskup odmówił udzielenia jej ślubu? I wreszcie – jak została żołnierzem Piłsudskiego i przeżyła płomienny romans? Zajrzyjcie do książki Małgorzata rusza na wojnę. Czyta ją się bardzo szybko, dostarcza spontanicznej (nieskomplikowanej 😉 ) radości. Zaspokoi miłośników literatury popularnej, a i raczej nie nadszarpnie zmysłu estetycznego znawców literatury pięknej.