MAŁGORZATA IDZIE NA WOJNĘ

Wojciech Lubawski, Tomasz Natkaniec

 

MAŁGORZATA IDZIE NA WOJNĘ Wojciech Lubawski, Tomasz Natkaniec

Powieść napisana przez prezydenta Kielc – Wojciecha Lubawskiego i dziennikarza – Tomasza Natkańca.

Jeden z Autorów nabył na aukcji eBaya stary list w pożółkłej kopercie zaadresowany „JW Małgorzata Aniela Szczerbińska, do rąk własnych”. Jego data – 5 sierpnia 1914 roku – wskazywała na to, że nadawca napisał go tuż przed wyruszeniem Pierwszej Kompanii Kadrowej Józefa Piłsudskiego z Oleandrów do Kielc. Tajemniczy list, okruchy historii, miłość i lokalizacja (!) – to wystarczyło, by zaintrygować dwóch pasjonatów historii i skłonić ich do dalszych poszukiwań informacji o adresatce. Po amatorskim śledztwie, Autorzy dotarli do prawnuka bohaterki – Piotra Wiśniewskiego, który dostarczył kolejnych materiałów: fotografii, teczek, dokumentów. W ten sposób powstała powieść o dzielnej Małgorzacie – dziewczynie, która rzuca się w wir wydarzeń Roku Pańskiego 1914.
Małgorzata Szczerbińska była sierotą, niechcianą wychowanką wrednej stryjenki i stryja, który powróciwszy z wojny rosyjsko-japońskiej, dał żonie ostro do zrozumienia, że nie podobało mu się, jak traktowała Małgorzatę – dziecko, które pokochał, jak własną córkę. Stryj w japońskiej niewoli nauczył się „japońskiej sztuki walki”, którą – dla podkreślenia stanowczości swych decyzji – demonstrował na meblach pokojowych:

I wtedy stryj Paweł wydał z siebie przerażający wrzask, i z całej siły rąbnął łokciem w trzydrzwiową, fornirowaną na jasny orzech szafę. Wrzasnął ponownie i wykonując półobrót, uderzył wyprostowaną nogą w lustro zamontowane w jej drzwiach. Szkło rozprysnęło się na tysiące kawałeczków. Kopnął w trzecie drzwi, ze świstem wypuścił powietrze z płuc i znieruchomiał.

Małgorzacie zaimponowała siła stryja i przez kolejne lata uczyła się od niego owej „japońskiej sztuki walki” polegającej – na szczęście – nie tylko na „rąbaniu łokciem” i wykonywaniu półobrotów, ale również na pracy nad sobą, panowaniu nad swoimi emocjami, nie poddawaniu się lękom. To te nauki – jak się później okaże – najbardziej przydadzą się Małgorzacie w jej podróży z Krakowa do Kielc.

Po kilku latach od tego wydarzenia, w sierpniu 1914 roku, Małgorzata dostała list (ten sam list, który prawie 100 lat później otrzymał pocztą jeden z Autorów powieści ) od swojego narzeczonego, który postanowił przełożyć ich ślub i wyruszyć na wojnę, by walczyć o wolną Polskę. Kocham Cię bez pamięci, bez tchu, bez opamiętania. Wiem, że Ty tak samo kochasz mnie. I dlatego wierzę, że mi wybaczyć. – napisał January. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak dalece się pomylił i jak bolesna będzie to dla niego pomyłka. Widocznie ten chłopaczyna niezbyt dobrze znał się na kobietach, a i wyobraźnię miał lekko ułomną, skoro nie potrafił sobie wyobrazić, do czego zdolna jest kobieta ze złamanym sercem. Małgorzata nie rozumie i nie ma zamiaru próbować zrozumieć! Stanowczość, zdecydowanie, upór i duma – to cechy, które decydują o tym, że dziewczyna postanawia dopaść delikwenta i wyrazić swoje niezadowolenie. Nie, Małgorzata nie wpada w furię, nie zamierza rwać włosów z głowy. Z wielkim opanowaniem, metodycznie, bez pośpiechu, pakuje swoje rzeczy w małą walizkę, postanawia wyruszyć za wojskiem i – aby pomścić swoją dumę – zabić nieszczęśnika, który ośmielił się ową dumę zszargać.

Tak rozpoczyna swoją podróż. Z walizką, niewielką sumą pieniędzy i swoim dziennikiem, w którym zapisuje postanowienie:
Miał szczęście, że go dziś nie dopadłam. Ale dalibóg (…) złamię mu kark bez chwili wahania, gdy tylko przed nim stanę. Nic innego się dla mnie nie liczy. I jestem całkowicie gotowa na to, co nastąpi potem: niechże mnie osądzą jak pospolitą morderczynię. Nie dbam o to.

Podróż, zdawałoby się niedługa (Małgorzata wyrusza z Krakowa 6 sierpnia, a do Kielc dociera 17 sierpnia) i niedaleka, obfituje w wydarzenia, o których młodej kobiecie nawet się nie śniło. Na jej drodze, prócz wielu przeszkód, na szczęście stają również ludzie, którzy pomagają dotrzeć do celu. Postacią, która pojawi się w powieści na dłużej, jest Pierre Świeżawski:

Profesor uniwersytetu w Zurychu, znajomy Alberta Einsteina, Ignacego Mościckiego i Włodzimierza Lenina (!), patologiczny erotoman, zapalony fotograf, ekscentryk, prawdopodobnie alkoholik, a nade wszystko patriota o gołębim sercu poszukujący grobu ojca powstańca.

Ten bohater wniósł do powieści dużo humoru, luzu, dystansu. Stał się – chcąc nie chcąc – towarzyszem podróży dzielnej Małgorzaty. Ich dwa światy – poukładany, z zasadami i naukami wyniesionymi z surowego domu Małgorzaty i ten frywolny, zdystansowany, rozpustny żywot wątpliwego moralnie Pierra – zderzają się, tworząc komiczny duet. Koniec końców Pierre okazuje się dobrodusznym panem w średnim wieku, a Małgorzata obdarza go niezwykła sympatią, mimo, że np. potrafił opóźnić podróż, bo zaspał… na sianie… w stodole… z 2 nagimi służącymi…

Małgorzata wędruje wiele dni trasą, którą dziś pokonujemy w 2 godziny. Ona po drodze musi nie tylko sama przeżyć wiele przygód, ale i przedstawić nam mnóstwo ludzi, których warto poznać, pokazać wiele ciekawych miejsc. Dlatego sama akcja poszukiwania Januarego często zostaje zawieszona, wstrzymana, aby na chwilę „zajrzeć” do ważnych miejscowości, wsi, domostw. Muszę powiedzieć, że – jak dla mnie – są owe pauzy zbyt krótkie i płytkie! Np.: dworek pani Róży:

(…) Szafy kryją prawdziwe skarby. Jest tu prawie dwa tysiące woluminów z przeróżnych dziedzin nauki: architektury, heraldyki, genealogii, geografii, medycyny, a nawet rolnictwa, w językach, w jakich dusza pragnie – (…). Najcenniejsze egzemplarze mają oprawę z epoki: zwykle drewnianą i obciągniętą pergaminem, z metalowymi okuciami, a nawet ze złoceniami. (…) Gospodarz posiada pewną ambicję, (…). Otóż pragnie umieścić w swej biblioteczce po jednym egzemplarzu… każdego czasopisma wychodzącego na świecie! I tak obok gazet polskich, na przykład „Kuryjera Wileńskiego”, „Kłosów”, „Przyjaciela Dzieci” i dziesiątek innych, ma już całkiem pokaźną kolekcję pism zagranicznych. Zwłaszcza francuskich, z „L’Illustration”, „Le Petit Journal” i „Revue de Deux Modest” na czele, ale i na przykład amerykańskich: „Harper’s Weekly”, „Our Town”, „Bentleyville” (…). A nawet australijską „Sydney Gazette”!

Opis tego dworu, jego biblioteki, sali myśliwskiej, gabinetu z unikatową kolekcją pasów kontuszowych etc. jest… niewystarczający, słaby, pozostawiający wiele do życzenia!

Do końca życia zapamięta to miejsce [Małgorzata]. Ale nigdy nie dowie się, że ów biblioteczny skarb, który przetrwał dwa powstania narodowe i przeżyje jeszcze dwie wojny światowe, zostanie unicestwiony przez nowych gospodarzy, współczesnych Hunów w watowych kurtkach. Zamieszkają tu oni zimą 1945 roku. Większość unikalnych mebli sprzedadzą beztrosko za pięć kanistrów spirytusu. Gazety sprzed stulecia przeznaczą na podpałkę. Bezcenne woluminy ochoczo wrzucą w błoto pobliskiej drogi, by ją w ten sposób… utwardzić.

Ja w tym miejscu zawyłam: małooooo!!! [wypadłam z łóżka i zaczęłam grzebać w Google: Tunel… Uniejów… Miechów… i znalazłam 😛 Wy też sobie poszukajcie 😛 ].

To był idealny moment na pauzę w powieści, a to miejsce, ten dwór i jego gospodarze dawali świetny pretekst, żeby pochylić się, opowiedzieć nieco więcej, dać czytelnikowi odpocząć od Małgorzaty i jej pędzenia za swoim żołnierzykiem. Jak dla mnie w powieści jest kilka takich niewykorzystanych okazji, miejsc i postaci z potencjałem, śmiało można było zaryzykować kolejny wątek, i kolejny… Chyba Autorzy za bardzo pilnowali się, żeby nie „przegadać”. Szkoda.

Warto sięgnąć po tę książkę! Ja, biorąc ją do ręki, raczej zakładałam, że po prostu muszę ją znać, wypada mi, należy się – wiele książek właśnie tak traktuję. Zaskoczyła mnie pozytywnie. Może jest lekko… przesadzona (?!), może niepotrzebnie z tej Małgorzaty taki Rambo – odbiera jej to wiarygodność. Ale w sumie jest to przyjemna książka, którą czyta się błyskawicznie.

Książkę oceniam pozytywnie. Dobrze się bawiłam, odnalazłam tu wiele bliskich mi miejsc i postaci znanych z historii, a także wydarzeń, o których snuje się opowieści przez pokolenia (między innymi Daleszyce – moje rodzinne miasto, gdzie w listopadzie 2012 roku w Niwkach Daleszyckich stanął pomnik upamiętniający wizytę Marszałka na ziemi daleszyckiej w 1926 roku). Eh… no dobra… jestem sentymentalna!

Chcecie dowiedzieć się, co spotkało Małgorzatę w drodze z Krakowa do Kielc? Dlaczego ta podróż trwała ponad 10 dni? Dlaczego Małgorzata ogoliła głowę? Co robiła w klasztorze na Karczówce? Gdzie poznała Henryka Sienkiewicza? Jak zabiła kilku kozackich żołnierzy i jak biskup odmówił udzielenia jej ślubu? I wreszcie – jak została żołnierzem Piłsudskiego i przeżyła płomienny romans? Zajrzyjcie do książki Małgorzata rusza na wojnę. Czyta ją się bardzo szybko, dostarcza spontanicznej (nieskomplikowanej 😉 ) radości. Zaspokoi miłośników literatury popularnej, a i raczej nie nadszarpnie zmysłu estetycznego znawców literatury pięknej.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s