KRUPNIK – NALEWKA NA MIODZIE

???????????????????????????????Wspaniały trunek na święta.
Pomarańcza, korzenne przyprawy, miód…
Zapraszam do zrobienia takiej nalewki. Wspaniale rozgrzewa i świątecznie nastraja 😉

PRZEPIS

(na ok. 400-500 ml nalewki)
pół szklanki płynnego miodu
200-250 ml spirytusu
sok z całej pomarańczy (w przepisie – pół szklanki wody, ale ja dałam sok)
skórka z połowy pomarańczy
kawałek kory cynamonu
pół laski wanilii
4-5 goździków
ziele angielskie
szczypta gałki muszkatołowej

1. Zagotowujemy miód z przyprawami i skórką pomarańczową.
2. Dolewamy sok. Cały czas mocno mieszamy – pieni się!
3. Gotujemy na wolnym ogniu ok. 5-7 minut.
4. Odstawiamy z ognia. Lekko studzimy (nie musi być całkiem zimny) i dolewamy spirytus.
5. Najlepiej zlać taki trunek do kamionkowego naczynia. Ale ja nie miałam – zlałam do słoja. W takiej postaci musi poleżeć sobie ok. 1-2 doby. Co jakiś czas potrząsamy słoikiem, żeby wszystko przeszło przyprawami.
6. Nalewkę trzeba dobrze przefiltrować (najlepiej przez kilka warstw gazy) i rozlać w buteleczki (u mnie 2 buteleczki po 200 ml.).
7. Krupnik jest gotowy do spożycia po ok. 7 dniach.

RADY!

1. Warto sprawdzić sobie „moc” nalewki. Jeśli jest dla nas zbyt mocna, można dolać pół szklanki wody przegotowanej zimnej i odstawić jeszcze na kilka godzin. Potem zlać.
2. „Moc” trzeba też dostosować do tego, jakie będzie przeznaczenie nalewki. Jeśli zamierzamy podawać ją w kieliszkach, jako samodzielny trunek – można ją złagodzić. Jeśli – jako dodatek do herbaty, czy soku jabłkowego (na gorąco – polecam!) – warto zostawić mocniejszą 🙂

Smacznego!

Reklamy

WITAMINOWE SMOOTHIE

???????????????????????????????Bardzo potrzebowałam takiego wzmocnienia. Listopad daje się we znaki 😦
Do mojego smoothie wybrałam:
KIWI – to genialny owoc na jesienne pluchy. Nie dość, że oczyszcza organizm, uodparnia, pomaga zwalczać wirusy, daje ulgę przy przeziębieniach, skracając czas infekcji, to na dodatek poprawia humor i zapobiega depresji! Ma zbawienny wpływ na serce. Polecane jest szczególnie osobom chorym na cukrzycę lub tym odchudzającym się!
BANANA – dodałam, ponieważ jest łagodnym owocem (polecanym nawet ‚wrzodowcom’ takim jak ja), dodaje sił, uspokaja, i nadał kremowej konsystencji.
GRUSZKĘ – bo jest słodka i niskokaloryczna, pomaga odczyścić organizm z toksyn, zawiera dużo potasu i witamin.
CYTRYNĘ – a właściwie jej sok, bo jestem przeziębiona 😦
MIÓD – wiadomoooo 😉

Powstał pyszny odżywczy napój. Tego mi było trzeba.

PRZEPIS

(na 2 porcje)
1 banan
ok. 4 sztuki kiwi
sok z połowy cytryny
mała gruszka
ok. 2 łyżki miodu płynnego (zależnie od ‚słodkości’ owoców)

Wszystkie składniki miksujemy w blenderze i gotowe! Smacznego 🙂

IDEALNE MIEJSCE DO ŻYCIA

Marcin Szmel

DSC00307

„Krótkie opowiadania” – głosi informacja na okładce. Zgadza się, krótkie. Nie wszystkie teksty zebrane w tej cienkiej książeczce są jednak opowiadaniami. Większość z nich to piękne miniatury, migawki obrazów z miejskiego życia. Blokowiska, moralnie wątpliwe postaci, jakiś marazm… Z miejskiej dżungli – miejska pustynia bez cienia szansy na odnalezienie oazy.

Dostałam ostrzeżenie przed jej przeczytaniem: „Wpadniesz w depresję”. Zatem kiedy tylko odnotowałam, że jesienna depresja rozgościła się już u mnie na dobre, zdecydowałam, że gorzej być nie może i pora zanurzyć się w dobijające utwory muzyczne, literackie, filmowe, pogrążyć się w listopadowej aurze i rozpocząć coroczny, trwający kilka miesięcy nawet, okres pt. „życie jest podłe” i przeczekać pod bezpiecznym kocem aż do kwietnia.

„Cykl opowiadań” Marcina Szmela nie spełnił moich oczekiwań – zamiast wprawić mnie w stan emocjonalnego rozmemłania, nacisnął przypadkowo zielony włącznik i zatliło się (broń Boże – nie rozbłysło) światełko nadziei, dając ulgę, że nie tylko moje oczy patrzą z obojętnością, nie tylko ja przywykłam, oswoiłam się, zaakceptowałam i nie staram się pojąć. Autor tez widzi. I też nie sili się o zrozumienie, tez nie wypowiada wojny! Genialne tak osiąść na dachu przy kominie i patrzeć. Nie oceniać, nie wołać o pomstę do nieba. Patrzeć i akceptować. Akceptować, choć się wie więcej, i wie się lepiej…

Każdy tekst to krótka migawka/opis/ relacja, to jeden obrazek jakiegoś uwierającego elementu życia w małym mieście. Bezrobocie, bezwiara, beztalencie, bezmyślność, bezmiłość.

Taki kawałek ziemi, na którym relacje są nieskomplikowane, a ludzie nie zamierzają sobie ich komplikować. Niewielkie mają ambicje, a i tych niewielkich nie umieją spełnić.

W tym wszystkim – język opowiadań jest sarkastyczny, ale nie prosty, stylizowany na ‘potok słów’ rodem z filmu „Dzień świra” ze sporą dawką zacięcia poetyckiego. Przyjemne. Woda na mój młyn!

O miłości? Proszę bardzo: rozstania, kłótnie, patologia, zdrady, trwanie w toksycznych związkach, ze szczególnym dbaniem o reprodukcję gatunku.

Zawsze trzeba kogoś wyrzucić poza nawias w równaniu „my przed troje”, albo zrobić z tego „ja przed dwoje” i wtedy wyrzucić poza nawias siebie. Zredukować do zera w równaniu do niemożliwego. (…) Później i tak się okazuje, że niby dobrze ci było we dwoje, a jednak lepiej nam będzie beze mnie. Że z nią, bez niego, obok nas, bez ciebie. W dowolnej kombinacji wiadomych, niewiadomych i zmiennych. Że gdzieś w równaniu był błąd, cała seria błędów. Że założenia z gruntu niewłaściwe.

(M. Szmel „Matematyka dla humanistów”)

O społeczeństwie? Proszę bardzo: menelizm, dziedziczne miejsce na ostatnim szczeblu drabiny feudalnej, zaspokajanie najniższych potrzeb życiowych, w tym również potrzeby dbania o sąsiada, ze szczególnym dbaniem o sposób jego myślenia.

Puk, puk, przychodzą starowinki. O, tu, u nas w kościółku, pan wie, gdzie jest kościółek, prawda? (…)
Puk, puk, dzień dobry. To my, pan nas poznaje, prawda? Zapraszamy na spotkanie wspólnoty. (…)
Puk, puk. Dzień dobry, można u pana zostawić paczkę dla sąsiadów? (…)
Puk, puk. Czy jest pan gotowy porozmawiać o naszej promocji? (…)
Puk, puk. Panie sąsiedzie, niech pan coś zrobi z tym kotem. (…)
Puk, puk. Starowinki. Karteczka. Modlitwa. Pan się pomodli, pan znajdzie czas. (…)
Puk, puk. Panie sąsiedzie, pan przeparkuje….

(M. Szmel „Czy mogę być dla pani niemiły?”)

A to wszystko ubrane w bardzo spójną konstrukcyjnie historię o zaganianiu, o chaosie, o tym, ze to wszystko zrozumiałe, że jasne, ale że dajcie wy mu kurwa święty spokój.
O patriotyzmie? Proszę bardzo…

Na początku Psalmy i Hymny, później już tylko klątwy i skakanie do gardeł. Katyń i źli Ruscy, Oświęcim i dobrzy Niemcy. Jakiś rozłam, pierwsze pięści, pierwsza stacja męki i Męczeństwa.

O religii?? Proszę bardzo…

O… ??? Proszę bardzo…

A nad tym wszystkim czuwa narrator, który jest zupełnie nie z tego świata i udaje, że go to nie obchodzi, a z tyłu głowy coś go szczypie, gryzie, swędzi i nie daje przejść obojętnie, przemilczeć, więc to wszystko, co osiedlowe i niestrawne, wyjmuje, przeżuwa dokładnie… ale nie połyka. Ty, czytelniku, zjedz to sobie sam. Bo narrator, choć wie więcej i wie bardziej, to nic z tą wiedzą zrobić nie może.

Mnie „opowiadania” nie znudziły, nie zasmuciły i o dziwo – nie zniechęciły do miasta. Takie ono jest to nasze miasto, nieprzerysowane, nieprzystrojone, niereformowalne.

Brakuje mi jednej rzeczy!

Drogi Panie Autorze,
nie ma miasta bez komunikacji miejskiej! Musi być autobus, a w nim głośna rozmowa (bo przecież to huczy wszystko i dudni i nie daj Boże, byłby ktoś nie usłyszał!) o skomplikowanym przebiegu porodu; a z kim ja ten sk… zdradził; ile jej wód odeszło; i kto z kim na gimbalu „dał czadu”; a kto bierze łapówki w Marszałkowskim Urzędzie, co to go takiego teraz wystawili.
Wtedy można powiedzieć „Amen”. Bez autobusu – ten obraz jest wybrakowany ;-)!

Polecam „Idealne miejsce do życia” Marcina Szmela.

Ja (znacie moją tendencję do szufladkowania) umiejscowiłabym je: tematycznie – na półce gdzieś między filmem „Dzień świra” M. Koterskiego a „Germinalem” E. Zoli; językowo – blisko modnej J. Bator (choć to nie ten „target”, ale dobrze rokuje!).

No i boskaaa okładka!!!

„ODKRYWAM CZYTANIE”

Jolanta Faliszewska

Grażyna Lech

odkrywam czytanie

Mój syn, który jest dziś poważnym pierwszakiem, swoją przygodę z czytaniem rozpoczął już jakiś czas temu. Zaczęło się od składania prostych wyrazów w wieku 5 lat. Syn sam dał mi znak, że chce już czytać samodzielnie. Na spacerach omiatał wzrokiem szyldy, reklamy, bilbordy, wystawy sklepowe etc. Zawsze starał się znane mu od dawna znaki skleić w jakiś spójny komunikat. Nie zawsze mu to wychodziło. Igor zakochiwał się w literkach, a ja zauważyłam problem (którego ja jako dziecko nie miałam, a też uczyłam się czytać w ten sposób), mianowicie: większość haseł, wyrazów, które Igor widział w sklepach, na znakach, plakatach itd. pochodziło z języków obcych, a ich oryginalny zapis sprawiał, że dziecko gubiło się w takich wyrazach, jak: pub, real, shop, jeans, t-shirt itd. Pomijam napisy na murach (większość Igorowi „wpadała w oko” niestety za szybko, ale przynajmniej dzięki temu dwuznak „ch” ma opanowany do perfekcji). No i uznałam, że czas działać.

Mam to szczęście, że pracuję z mądrymi głowami, które od razu podrzuciły mi kilka tytułów książeczek (albo całych cykli), które pomogły mi wprowadzić syna w świat, w którym sama kocham przebywać – w świat zadrukowanych białych stron cudownie śmierdzącego farbą drukarską papieru .
Jeden z tych cykli szczególnie przypadł mi do gustu i mój pierwszoklasista z powodzeniem korzysta z niego do dziś.

Seria niewielkich, kolorowych książeczek Odkrywam czytanie powstała właśnie z myślą o dzieciach, które opanowały umiejętność głoskowania i poznały już pierwsze litery. Kiedy dziecko zaczyna składać pierwsze wyrazy – warto pomóc mu takimi książeczkami.

Autorkami cyklu są:
• Grażyna Lech – nauczycielka kształcenia zintegrowanego z 28-letnim stażem, nauczyciel dyplomowany, redaktorka wielu cykli podręczników do wychowania wczesnoszkolnego.
• Jolanta Faliszewska – nauczycielka kształcenia zintegrowanego, pedagog szkolny, psycholog, autorka podręcznika do matematyki dla klas I–III, autorka cyklu podręczników do wychowania wczesnoszkolnego oraz wielu artykułów w czasopismach zajmujących się tematyką edukacyjną.

Cały pakiet Odkrywam czytanie składa się z 20 barwnych książeczek dla dzieci i jednej (21.) książeczki-instrukcji dla rodziców/nauczycieli/opiekunów. Pierwsza książeczka – Odkrywam czytanie – przeznaczona jest dla dzieci, które jeszcze nie umieją samodzielnie czytać, a nawet dla tych, które nie poznały jeszcze liter. Zawiera ona bowiem pismo obrazkowe. Taka książeczka jest bardzo przydatna dla rodzica, aby mógł określić, czy dziecko jest już gotowe wkroczyć w świat symboli literowych. Książeczka jest genialnie pomyślana. Na jednej stronie dziecko widzi cały obrazek przedstawiający jakąś konkretną sytuację. Obok znajdują się rysunki-symbole. Odczytując je, dziecko może opowiedzieć, co dzieje się na głównej ilustracji, np.:

???????????????????????????????

Teksty w kolejnych książeczkach dla dzieci mają różny poziom trudności, więc możemy dostosować je do umiejętności naszego dziecka, a potem już tylko cieszyć się, kiedy zacznie osiągać kolejne „levele” ;-).

???????????????????????????????

Stopnie trudności oznaczone są kropkami. W instrukcji dla opiekuna znajdziemy podpowiedź:

„Oznaczenia trudności:
• – w tekście nie użyto liter ze znakami diakrytycznymi i dwuznaków: ą, ć, ę, ń, ó, ś, ź, ż, ch, cz, dz, dż, dź, rz, sz. Jeśli pojawiają się takie litery, są wyróżnione jako materiał dodatkowy.
•• – w tekście nie użyto dwuznaków i liter ze znakami diakrytycznymi – za wyjątkiem ą i ę.
••• – w tekście użyto wszystkich liter polskiego alfabetu”.

Prócz tej podpowiedzi autorki dają kilka świetnych rad, jak uczynić naukę czytania przyjemną, jak sprawdzić, czy dziecko rozumie czytany tekst, jak skłonić dziecko do wyrażenia swojej opinii o treści książeczki, a także podają kilka pomysłów na atrakcyjne wykorzystanie pakietu w szkole czy w domu. Dodatkowo, na ostatnich stronach tej książeczki-instrukcji, znajdują się strony z zadaniami. Do każdej książeczki autorki przygotowały krótkie i proste zadania, które pomogą rodzicowi/nauczycielowi sprawdzić, czego dziecko się nauczyło. To bardzo ważna pomoc. Warto poświęcić dodatkowe kilka minut po przeczytaniu książeczki na zrobienie takiego zadania sprawdzającego. Pozwoli nam to zweryfikować, z czym dziecko ma jeszcze kłopot, co należy jeszcze raz wytłumaczyć.
Zgodnie oceniliśmy z Igorem ten cykl na 5. Ja dodałam mały minus, ale o tym za chwilę.

Najpierw plusy:
– książeczki są bardzo profesjonalnie przygotowane, przemyślane, dostosowane do poszczególnych etapów nauki czytania, możemy śmiało zaufać doświadczeniu i wiedzy autorek;
–  ilustracje: autorki nie ograniczyły się do wyboru jednego ilustratora; każda książeczka to inny ilustrator i inna stylistyka; są więc i proste ilustracje wektorowe, ale i wypełnione detalem (i humorem) zabawne rysunki z precyzyjną kreską; są proste „wycinanki”, zimowe „kolaże”; jest i komiks; w ten sposób dziecko poznaje, że książki można zilustrować na różnorodne sposoby,
– na uwagę zasługuje sposób zapisu (czcionka, format): tytuły pierwszych książeczek (z prostymi wyrazami, sylabami) pisane są wielkimi drukowanymi literami, a krój pisma przypomina dziecięce, nieudolnie kreślone litery; na kolejnych etapach (poziomach trudności) teksty pisane są różnymi rodzajami czcionek dostosowanych do młodego odbiorcy, pozwala to oswoić się dziecku z różnymi rodzajami zapisu,
– proste, ale ciekawe teksty – ich samodzielne przeczytanie sprawi dziecku dużą frajdę, a rodzicowi pomoże zmotywować dziecko do pracy, rozmowy, ćwiczeń językowych, dyskusji.
– CENA! Nie trzeba kupować całego pakietu, książeczki są dostępne w sprzedaży pojedynczo, w cenie (UWAGA!) ok. 4 zł!!! Można śmiało kupić na początek kilka, albo – jeśli dziecko potrafi już samodzielnie czytać – nabyć tylko te części dla „zaawansowanych”.

I tu minus: książeczki sprzedawane osobno nie są oznaczone, na jaki poziom nauki czytania są przeznaczone. Rodzic musi sam zdecydować , na którym „levelu” znajduje się jego dziecko. Nie powinno być to większym kłopotem dla świadomego rodzica, ale jednak oznaczenie każdej książeczki byłoby dużym ułatwieniem.

Ja zachęcam do zakupienia całego pakietu opakowanego w piękną, kolorową walizeczkę.
Dla dzieci 5-8 lat będzie to doskonały prezent na zbliżające się mikołajki czy pod choinkę.

???????????????????????????????

I tradycyjnie: ‘mądrości z okładek’ (tym razem z pudełka):
„Zawartość pudełka:

  • Książeczki do czytania dla dzieci znających litery.
  • Teksty o różnym stopniu trudności.
  • Teksty o różnej tematyce i formie – zagadki, poezja, proza, teksty popularnonaukowe.
  • Ilustracje w zróżnicowanej estetyce plastycznej, wykonane przez utalentowanych ilustratorów.
  • Instrukcja wspierania dziecka w nauce czytania i odbiorze sztuki ilustratorskiej dla nauczycieli i rodziców.

Cele cyklu:

  • Nauka czytania.

  • Edukacja czytelnicza.

  • Rozwijanie wrażliwości estetycznej i wyobraźni.”

„ZEBRA”

ZEBRAProste, szybkie ciasto!
Stary, sprawdzony przepis!
Zapraszam!

PRZEPIS
Składniki
5 jaj
2,5 szklanki mąki pszennej tortowej
1,5 szklanki drobnego cukru
cukier puder
2 łyżki kakao
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanka oleju
1 szklanka białe oranżady (u mnie mocno gazowana woda mineralna)

Sposób przygotowania
Ubijamy białka na sztywną pianę, dodajemy żółtka, cukier i cukier puder, miksujemy, aż cukier się rozpuści, dolewamy olej. Odkładamy mikser, dodajemy przesianą przez sitko mąkę, stopniowo, delikatnie łącząc ją z jajeczną masą. Mieszamy drewnianą łyżką. Na koniec dolewamy bardzo gazowany napój (woda, oranżada). Ciasto dzielimy na 2 części. Do jednej dodajemy 2 łyżki mąki, do drugiej – 2 łyżki kakao. Wylewamy na blaszkę (natłuszczoną i obsypaną bułką tartą) lub na sylikonową formę (u mnie – okrągła o średnicy 28 cm). Ciasto wylewamy na przemian, by utworzyć wzory z białego i kakaowego ciasta.
Pieczemy w 170 st. przez ok 35-40 min.
Proste, nie?? 😉

RADY!
1. Radzę podzielić ciasto nierówno: ok. 2/3 masy białej i 1/3 kakaowej. Łatwiej będzie wykonać wzory.
2. Powyższy przepis to podstawa. Można go wzbogacić. Do białej masy można dodać pół tabliczki potartej białej czekolady, a do kakaowej – ciemnej czekolady.
3. Gazowany napój ma dać ciastu lekkość, więc, aby zachować jak najwięcej powietrznych bąbelków, trzeba się śpieszyć. Proponuję więc wszystko sobie uprzednio przygotować, a wodę otworzyć dopiero w momencie dolewania. No i czynności następujące po dolaniu wody powinny już przebiegać sprawnie i szybko.
4. Ciasto można polać polewą albo posypać cukrem pudrem.

Smacznego!

POLĘDWICZKI W SOSIE WŁASNYM

polędwiczki w sosie własnym

Pyszne, soczyste mięsko w delikatnym sosie 🙂
Dawno nie było mięska w Gospodzie, to to macie 😉

PRZEPIS na 2 porcje
polędwica wieprzowa (ok 300-400 g)
2 duże łyżki masła
przyprawy: pieprz ziołowy, vegeta, papryka mielona słodka,
liść laurowy
2 ziela angielskie
2 łyżki mąki
połowa dużej cebuli
2 ząbki czosnku
1 łyżka oliwy z oliwek
ewentualnie – 6-8 łyżek czerwonego wina

Polędwicę myjemy, usuwamy białe błony i kroimy w ok. 2 cm plastry. Każdy plaster lekko traktujemy tłuczkiem, pamiętając, że polędwica to mięso dość kruche!Przyprawy wsypujemy do miseczki (proporcje dopasowane do waszych gustów, a u mnie: pół łyżeczki vegety i pieprzu ziołowego, duża szczypta papryki) i zalewamy oliwą, dodajemy pokrojony w plastry czosnek mieszamy. Każdy plaster obtaczamy w przyprawach i pozostawiamy w lodówce w zamkniętym pojemniku na ok. 2 h.
Masło rozpuszczamy na patelni. Plastry polędwicy obtaczamy delikatnie w mące i kładziemy na rozgrzane masło. Smażymy kilka minut z obu stron. Do mięsa dorzucamy posiekaną cebulę i czosnek z marynaty. Dusimy wszystko razem, podlewając ewentualnie czerwonym winem. Sos powinien mieć już odpowiednią konsystencję, ale jeśli można go zagęścić według uznania mąką (lub ‚zabielić’ śmietaną)

Podawać z ryżem, pieczonymi ziemniaczkami, kaszą i surówką (ja uwielbiam do tego kiszoną kapustę)!
Smacznego!

SZARLOTKA Z BEZĄ NA KRUCHYM RAZOWYM SPODZIE

???????????????????????????????Bardzo lubię ciastka owsiane, pełnoziarniste, ciemne, kruche i zdrowe 🙂
Postanowiłam się zabawić i zrobić spód do szarlotki o takim właśnie, niespotykanym smaku ciastek zbożowych. Przy okazji zredukowałam także ilość cukru i tłuszczu w tym popularnym cieście. Wzbogaciłam smak szarlotki bezą z kisielem pomarańczowym, a dodatek skórki pomarańczowej do ciasta okazał się strzałem w 10! Wyszło smakowicie 🙂
Zdecydowanie dla miłośników ciastek i herbatników zbożowych, no i oczywiście dla amatorów szarlotki.
Wspomnę jedynie, że dodatek cynamonu nie tylko wzmacnia walory smakowe i zapachowe, ale przede wszystkim… cynamon powoduje obniżenie cukru! Z tą przyprawą powinni zaprzyjaźnić się diabetycy.

PRZEPIS (na okrągła formę ok 26 cm)

warstwa jabłkowa
1 kg jabłek (szara reneta)
3 łyżki cukru i 1 łyżka miodu
ewentualnie (jeśli jabłka są bardzo soczyste) 2-3 łyżki otrębów pszennych
1 słuszna łyżka cynamonu

ciasto
2 szklanki mąki razowej, pełnoziarnistej
3 łyżki otrębów pszennych
3/4 kostki masła
4 żółtka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka otartej skórki pomarańczowej
1 łyżeczka octu
2 łyżki śmietany (12%)

beza
4 białka
2 łyżki cukru
kisiel pomarańczowy

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA
Jabłka obieramy, ścieramy na grubej tarce, prażymy w garnku z dodatkiem cukru, cynamonu i miodu.
Na stolnicy drobno szatkujemy wszystkie składniki na ciasto. Zagniatamy i chłodzimy w lodówce ok. 1 h.
Dzielimy ciasto na 3 części. 2/3 ciasta wykładamy na wysmarowanej tłuszczem blasze (ja używam silikonowej – nie natłuszczam jej). Na ciasto wykładamy jabłka. Przygotowujemy bezę: miksujemy białka na sztywną pianę, dodajemy cukier, miksujemy, aż cukier się rozpuści, na koniec dosypujemy kisiel i krótko miksujemy.
Pianę z białek wykładamy na jabłka, a na wierzch ścieramy resztę (1/3) ciasta.
Pieczemy ok 35 minut w temp. 180 st C.

Gotowe ciasto możemy posypać cukrem pudrem, przyozdobić lukrem albo podać ją na gorąco z gałką lodów wanilinowych.

Smacznego!