DROGA KRZYŻOWA Z KS. JANEM KACZKOWSKIM

Postanowiłam to zrobić.

Pokazać Wam tego cudownego człowieka! Jego rekolekcje kilka lat temu uświadomiły mi, że muszę wszystko zmienić i dzięki Niemu – zyskałam nowe, wspaniałe, spokojne życie.

Dziś, ks. Kaczkowski jest już w bardzo ciężkim stanie. Z wózka, być może resztkami sił, przemawia do nas.

Polecam przeżyć z nim tę Drogę Krzyżową. Do jego rozważań, dodaję kilka słów od siebie.

Chcecie – przeżyjcie ro razem ze mną!

Stacja I

Czy jestem na tyle silny, aby wtargnąć w nieprzyjazny świat mojej rodziny (…) i powiedzieć „non possumus!” [nie możemy]?
W kontekście ostatnich wydarzeń (informacja o katowanej żonie krakowskiego biznesmena) – zadajmy sobie pytanie, czy jesteśmy w stanie wejść do domu swojego brata, siostry, kuzyna, syna itd. i powiedzieć: „nie zgadzam się, żebyś krzywdził swoją żonę i zasmucał dziecko! Nie zgadzam się!”
Czy jesteśmy Piłatami – wolimy się nie mieszać…?

Stacja II

Ja nie zawsze rozumiałem, co to znaczy odkupić, zbawić, dlaczego On i dlaczego własną wolą, i dlaczego wszystkich… Ale w tym musi być coś niezwykłego, w tym musi być coś Bożego, przekraczającego…
Jezus przyjmuje krzyż na swoje ramiona.
Jak często wkładam krzyż na czyjeś ramiona? Jak często sprawiam, że ktoś cierpi przeze mnie? Jak często oddaję swój krzyż komuś, mówiąc: „ty to zrób, ty jesteś za to odpowiedzialny”. Jak często mówię komuś: „to twoja wina”?
„Ale ty nas, Panie, od nienawiści obroń i od pogardy nas zachowaj.” – To są słowa do wszystkich, którzy kiedykolwiek zapiekają się – w jakimkolwiek kontekście – w nienawiści. To ku przestrodze!
Nienawidzę. Kogo? Dlaczego?
Dlatego, że ktoś jest inny, że go nie rozumiem, że myślę inaczej? Jezus zabrania mi nienawidzić; imigrantów, czarnoskórych, innowierców, homoseksualistów; zabrania mi posługiwania się językiem nienawiści.

Stacja III

Czy jesteśmy, tak jak Jezus, zmuszeni do heroizmu? Klasyczna zasada moralna – in heroismo nemo tenetur – mówi, że nie. Nie jesteśmy wzywani do heroizmu, ani zmuszeni. (…) Jeżeli ktoś nie wytrwa, nie wolno mu robić z tego zarzutu moralnego.
Koleżanka zostawiła męża-kata, a ja uważam, że miała obowiązek nad nim pracować, pomagać mu? Siostra nie gotuje obiadów swojej rodzinie, a ja przygotowuję 4 posiłki gorące? Sąsiad oddał starą matkę do domu opieki, a ja poświęcam czas, by pielęgnować moją? W pracy koleżanka wymiguje się od obowiązków, wychodzi wcześniej z pracy, albo po 5 raz dziennie na papierosa? Spotkałam się kiedyś z sytuacją wypominania dziewczynie w ciąży, że przebywa na zwolnieniu lekarskim, podczas, gdy inne – pracują heroicznie do dnia rozwiązania!
Nikt nie ma prawa oceniać takich zachowań! Ja nie mam prawa oceniać twoich słabości – ty nie masz prawa czynić mi wyrzutów, jeśli nie podołam!

Stacja IV

W dramacie Matki Najświętszej widzimy dramat wszystkich matek: uchodźców, żołnierzy, tych wszystkich, którzy giną (…). Wy żyjcie, uciekajcie, twórzcie tkankę społeczną. Dosyć krwi, dosyć ofiar! BURZY SIĘ WE MNIE WSZYSTKO, KIEDY SŁYSZE O TAKIM PATRIOTYZMIE, KTÓRY CAŁY CZAS DOMAGA SIĘ KRWI!.
Ile razy próbowałam forsować swoje przekonania siłą?
Jestem zobowiązana robić wszystko, żeby nie burzyć pokoju i zgody!

Stacja V

Przestroga dla wszystkich, którym się wydaje, że są wielkimi tego świata, wszystkich satrapów, wszystkich jednowładców, współczesnych Putinów (…), którzy ogłosili się już dawno słońcem narodów, żeby uważali!

To, że ktoś ogłosi się ważniejszym, że uzna, że jemu się należy, że czuje się uprawomocniony do wydawania wyroków, do czynienia krzywd; to, że ktoś sprytnie omija prawo, albo czuje się ponad nim; że ktoś myśli, że wolno mu więcej nić innym – nie oznacza, że tak naprawdę ma coś do powiedzenia w istotnych sprawach, odbywających się poza naszym rozumowaniem. To nie tacy ludzie otrą się o świętość!

Stacja VI

Weronika „była zdeterminowana. Widziała w pobitej twarzy nie Boga, a drugiego człowieka. (…) i w tym drobnym geście wyraziła siebie i ogromną bliskość z tym skazańcem. (…) Daj nam, Panie Boże, w każdym człowieku, nawet najbardziej odrażającym, (…) widzieć Ciebie!”.

Ile razy zdarzyło nam się odwrócić się od kogoś, kto przegrał, kto jest wyśmiany, skazany na samotność? Nie chodzi o to, żeby nie opuszczać kogoś w potrzebie. Choć też. Ale myślę, że Bóg wymaga od nas pewnych zachowań na co dzień. Bywa, że traktujemy z góry kogoś, kogo większość już osądziła. Nie zadajemy sobie trudu poznania sytuacji, kontekstu, nie dociekamy, przyjmujemy zdanie innych, bo przecież pewnie tak było, skoro tak mówią…

Czy kiedykolwiek miałam odwagę dociekać?

 

Stacja VII

Jak my, kiedy leżymy zupełnie pod ciężarem naszej słabości, podchodzimy do tego, aby wstać? Czy czekamy, aż ktoś nas będzie wlókł, czy mówimy, że nie mamy siły, że już dosyć, czy odwracamy się na plecy i mówimy „niech się dzieje, co się ma dziać”. Ja nie rozumiem dawania sobie do tego prawa. (…) coś w nas jest, kiedy jesteśmy ojcami, matkami, ludźmi odpowiedzialnymi, że mówimy „jednak się zbiorę”.

Co jest źródłem siły w moim życiu? Co pozwala, że po każdym upadku się podnoszę, że wstaję, nawet, kiedy jest mi bardo źle? Dla mnie to jest POCZUCIE OBOWIĄZKU, tak mnie wychowali rodzice! Mam obowiązek! Więc wstaję!

Stacja VIII

Nie przekonuje mnie lament tych niewiast. (…) To był typ kobiet, które żyją życiem innych, które żyją życiem serialowym, które robią wszystko, żeby uciec od realnych problemów, które później mówią – kiedy ich dzieci wpadają w narkotyki – „A jak to się mogło stać?”.

Jestem matką. Czy zawsze wiem, co czuje moje dziecko, czy go słucham, czy tylko go ochrzaniam? Czy dbam tylko o to, by realizował obowiązki, czy także interesuję się jego życiem – życiem tego małego człowieka, który ma uczucia, ma swoje problemy, ma swoją wrażliwość, ma swoje własne pomysły na życie. Czy nie mam na sumieniu uciskania jego indywidualności, żeby dopasować go do pozostałych dzieci/ludzi? Czy na pewno wiem, co dla niego dobre?

 Stacja IX

Trzeci upadek interpretuje się jako upadek w grzechach nałogowych. Tak już przyzwyczailiśmy się do tych grzechów powszednich, a może nawet do tych ciężkich, że pewne rodzaje grzechów weszły nam w krew.
Boże (…), daj naszym braciom i siostrom, uwikłanym w nałogi, tyle siły, tyle dobrych ludzi wokół, żeby nie pozostawieni sami, mogli wyrwać się z tego, co ich najbardziej ogranicza.
Jakie nałogi mnie ograniczają? Pochłaniają mój czas, pieniądze? Może powinnam zastanowić się, czy jakieś moje stałe zachowanie nie krzywdzi moich bliskich?

Stacja X

Tylko nasza chrześcijańska pruderia osłoniła lędźwia Chrystusa materiałem. On był odarty ze wszystkiego. (…) My, kiedy czytamy tabloidy, kiedy nie ma dla nas najmniejszej świętości, co do prywatności, jakiegoś takiego szacunku dla niezależności innych. (…) Czy ja mam prawo narzucać swoje poczucie godności innym?

Dajmy innym poczucie godności – zwróćmy im wolność, moc decyzyjną w sprawie własnego życia. Zastanawiam się, czy nie nastaję na czyjąś prywatność, czy nie odzieram kogoś z czci? Czy szanuję prywatność mojego syna, czy mam poczucie, że mam prawo na nią nastawać?

Stacja XI

Zawsze słyszę dramatyczne uderzanie młotkiem w gwoździe. To też musiała być jakaś specyficzna psychika żołnierza, nie zwracać uwagi na krzyk, na odgłos przybijanych gwoździ, na skórze rąk i nóg. To prawdopodobnie jakieś zapędy sadystyczne. (…) Co, żołnierze, mieliście w głowach?

Czy zawsze reagujemy tak, jak powinniśmy, kiedy kogoś ranimy? Skąd w nas zapędy sadystyczne? Widzisz – ten człowiek cierpi przez ciebie! Mówisz, że dobrze mu tak, przecież to był ten zły!

 

Stacja XII

Ta biologiczność konania Chrystusa pokazuje, że cali jesteśmy biologią, że Chrystus począł się, urodził się, i zbawił właśnie jako biologia. Ta biologiczność uwidoczniona jest w eucharystii. (…). Ta łączność w ciele między nami a nim, jest czymś fundamentalnie wstrząsającym. Jak mało katolików wierzy w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie? Widać to w sposobie klękania – po takim katolickim przykucu, po beznadziejnym, bezrefleksyjnym drapaniu się po klacie, kiedy udajemy, że chcemy się przeżegnać, w bezsensownym przyklękaniu wszędzie i zawsze.

Bardzo często obserwuję ‚katolicki przykuc’ i ‚bezrefleksyjne drapanie się po klacie’ w każdym kącie kościoła, przy każdym przydrożnym krzyżu, zniczu, pomniku, obrazie – przykuc, padanie krzyżem, płachty krzyżackie (tylko dziś uwspółcześnione wizerunkiem Matki Boskiej) na grzbietach, całowanie świętych obrazków, przedstawiających palec świętej Hermenegildy!!! Bezrefleksyjne, na pokaz – znamy to dziś z telewizji. Nauczmy się odróżniać prawdziwą wiarę w obecność Chrystusa od katolickiego przykucu i całowania plastikowych kiczowatych aniołków!!!

 

Stacja XIII

Przyjąć stygnące ciało swojego syna. To wstrząsające. (…) Bardzo też celebrujemy tutaj [w hospicjum] wszystkie, najbardziej pierwotne katolickie obrzędy związane z odejściem: gromnica, modlitwa, pokropienie wodą święconą. Przede wszystkim to są obrzędy wyrażające bliskość. Bliskość ponad doczesność. Bliskość, która idzie w zaświaty.

Ile jest w nas wiary w życie ‚ponad doczesność’?

Skąd pogoń za pieniądzem, skąd potrzeba coraz większych aut, coraz modniejszych telefonów, skoro przecież wierzymy, że nasze tu i teraz – nie jest naszym celem!?

Bliskość ponad doczesność. Wiele osób, które odeszło, jest z nami nadal.

 

Stacja XIV

Ostatnim uczynkiem miłosiernym wobec ciała jest ‚umarłych grzebać’ (…), chrześcijanin powinien mieć swój grób, konkretne miejsce, gdzie będzie oczekiwał na zmartwychwstanie. Jasne, że Pan Bóg sobie poradzi, gdyby tego grobu nie miał. (…) Przede wszystkim nigdy w życiu: rozsypywanie w ulubionych miejscach [prochów], zapiekanie w doniczce, robienie kryształów z naszych spopielonych zwłok. Przede wszystkim – godność ciała ludzkiego także po śmierci musi być zagwarantowana.

Rozsypywanie prochów w ulubionych miejscach, albo stawianie sobie prochów swoich bliskich w salonie na kominku. Dla mnie – raczej obrzydliwe. Ale czy widzę w tym nieposzanowanie zwłok? Czym dla nie są zwłoki? Czy widzę w tym ‚czymś’ – z czego już uleciało życie – jakąś jeszcze wartość? Czy szanuję miejsca pochówku i uczę tego szacunku moje dziecko?

Post pisałam 24 marca – w Wielki Czwartek. 28 marca 2016 roku – w Poniedziałek Wielkanocny- zmarł ks. Jan Kaczkowski. Jego ostatnie słowo to „miłosierdzie”.

MIŁOSIERDZIE

ru-1-r-640,0-n-22422313rQr

Jan Kaczkowski

Ur. 1977, ksiądz, doktor teologii moralnej i bioetyk, prezes Puckiego Hospicjum pod wezwaniem św. Ojca Pio, współzałożyciel zespołu szkół im. Macieja Płażyńskiego w Pucku, uczestniczy też w tworzeniu domowego hospicjum dla dzieci. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta, watykańskim orderem Curate Infirmos i Orderem za Zacność. Honorowy obywatel Pucka.

Polecam publikacje:

„Szału nie ma, jest rak” – rozmowa/wywiad Katarzyny Jabłońskiej z ks. Janem

„Życie na pełnej petardzie” – książka napisana przez ks. Jana i Piotra Żyłkę

„Grunt pod nogami” – najnowsza i najpoważniejsza publikacja autorstwa ks. Jana

 

Advertisements

3 thoughts on “DROGA KRZYŻOWA Z KS. JANEM KACZKOWSKIM

  1. Drobna uwaga – 28 marca to Poniedziałek Wielkanocny, a nie Wielki Poniedziałek. Ten drugi przypada zaraz po Niedzieli Palmowej.

    • Oczywiście, że tak!!! Bywa i tak, że najgłupsze błędy umykają przy pisaniu. Dlatego redakcja tekstów rzecz święta (zarówno merytoryczna jak i językowa)! Niestety – na blogu – słowo prosto od autora leci 😉 Dziękuję za uwagę! Już poprawiam!

  2. Pingback: Pieta Marka Gajowniczka, Gorzkie Żale Antoniny Krzysztoń i Droga Krzyżowa z ks. Janem Kaczkowskim… Na rozdrożu | Łódź Odysa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s