ŚWIEŻAKI, ŚWIErzAKI, ŚWIEszAKI – I… GŁUPIE MATKI

1397273_611919045527661_1824532746_o

MAM NA SERIO DOŚĆ!

W kolejce przy kasie w ‚Biedrze’ Pani kilkanaście minut dyskutowała z kasjerką, a potem z kierowniczką, bo otrzymała za mało naklejek, aby następnie za te naklejki nabyć drogą wymiany maskotkę przedstawiającą owoc/warzywo!
Nie przerwała swoich roszczeń, mimo, że wyciągnęłam 8 swoich naklejek (które otrzymywałam za zakupy i chowałam, z myślą, że kiedyś się komuś dorzucę) i jej dałam w prezencie!
Na fb DOROSŁE (zdawałoby się) kobiety wydzierają sobie jedna przez drugą naklejki sklepowe, a nawet nabywają je drogą kupna lub wymiany (np. za czekolady, albo chusteczki do dupeczki!).
I zastanawiam się, o co to całe szaleństwo.

„Moja córcia bardzo chce Brokuła Bartka, a nie ma go już w sklepie na naszym osiedlu…” – i kobieta wsiada w autobus i pędzi na drugi koniec miasta, bo jakaś inna mamusia dała jej cynk, że tam jeszcze pod stertą puszek tuńczyka jakiś zielony Brokuł Bartek wystawał – sztuk raz.

LITOŚCI…

Powiedzcie mi, jaka dorosła, logicznie myśląca osoba, daje się wciągnąć w marketingową paranoję sieci sklepów?
Dzieci zawsze będą głównymi ofiarami takich nieuczciwych działań, ale dorośli chyba powinni mieć nieco więcej oleju w głowie…

Kobieto-matko! Jeśli masz pieniądze, aby nabywać naklejki, robić zakupy i chcesz uszczęśliwić swoje dziecko maskotką – KUPŻE NA BOGA TEGO BRZYDALA (koszt 50 zł). Jeśli nie masz pieniędzy – tym bardziej powinnaś uodparniać swoje dziecko na chwyty marketingowe i olać świeżaki itp. paranoje!

Mam dość, jeszcze raz zobaczę post o kupowaniu naklejek pt. świeżaki (tudzież świerzaki, a nawet świeSZaki) i zwymiotuję.
Błagam, pozwólcie mi pojąć, kto sprzedaje naklejki, które otrzymał w sklepie bezpłatnie! I kto je kupuje za pieniądze, albo prezenty, skoro można je zdobyć, robiąc zakupy potrzebne do domu!?
Kto biega za maleńkimi naklejkami – godzinami, dniami, tygodniami stara się za wszelką cenę zdobyć jak najwięcej naklejek po to, aby zdobyć maskotkę, która za parę tygodni (jak minie irracjonalna moda na maskotkę owocowo-warzywną) wylądują na szafie w dziecięcym pokoju.

Kobieto-matko, jeśli naprawdę dałaś się przekonać, że te maskotki mają namówić dziecko do jedzenia warzyw/owoców, to zastanów się, czy chciałabyś jeść swojego przyjaciela, który się do ciebie uśmiecha!

Chcesz, żeby dziecko jadło warzywa/owoce – kup je! Świeże (a nie świeRZE jak co niektórzy myślą) i zróbcie wspólnie sałatkę, deser, ciastko, kukiełki – cokolwiek! Pokaż dziecku, jak warzywa smakują, jak można je przyrządzić. Ile pozytywnych emocji ‚wyczarujesz’ przy tym zajęciu- tyle dziecko odczuje! I tyle będzie odczuwało, kiedy będzie zajadało brokuła, który nie ma imienia, oczu i buźki!
Jestem naprawdę zszokowana tą głupotą – bo to jest głupota i nie można tego nazwać inaczej.
Advertisements

20 thoughts on “ŚWIEŻAKI, ŚWIErzAKI, ŚWIEszAKI – I… GŁUPIE MATKI

  1. Potwierdzam „zjawisko”. Nie dalej jak wczoraj przede mną, młoda mama musiała dokupić do wcześniej zakupionego wagonu fajek jeszcze jedna paczkę żeby mieś na „świeżaka”… Kręciłem tylko wymownie głową bo co będę kobiecie wykład robił przy kasie… Widziała ale udawała że nie widzi

  2. „Kobieto-matko, jeśli naprawdę dałaś się przekonać, że te maskotki mają namówić dziecko do jedzenia warzyw/owoców, to zastanów się, czy chciałabyś jeść swojego przyjaciela, który się do ciebie uśmiecha!” – napisała Autorka, która jako ilustrację do swojego artykułu umieściła zdjęcie dziecka z uśmiechniętymi warzywami. I jak ten uroczy chłopczyk ma teraz zjeść marchewkę, która się do niego uśmiecha?! No jak?!

  3. Wydaje mi się, że matki powariowały. Jak widzę w niektórych grupach sprzedam/kupię naklejki to nie wierzę w to co się dzieje 😉

  4. Amen! Podpisuję się pod wszystkim. O mały włos, dałabym się nakręcić przez syna, żeby zbierać te naklejki. Ale na szczęście opamiętaliśmy się na samym początku.
    Niepojęte, jak mało trzeba żeby w ludziach jakieś pierwotne instynkty obudzić. Wystarczy promocja w supermarkecie.
    Chociaż po ostatnich wydarzeniach w sieci na L, myslę, że działy marketingu 10 razy pomyślą, zanim coś wprowadzą 😉

    • Mój syn też miał chrapkę, ale on wie, że jego mama to ciężki zawodnik w takich tematach i miał zadanie matematyczne: ile trzeba wydać na zakupy, aby uzyskać maskotkę i czy to na pewno jest ‚za darmo’? Gdyby jednak chciał tę zabawkę – kupiłabym mu ją po prostu (ale widziałam, że raczej średnio mu zależy).

  5. Co racja to racja. Mnie też już coś trafia jak widzę kolejne prośby o sprzedaż naklejek, nie mam pojęcia co jest w tych świeżakach ładnego nawet…na szczęście chyba już ich era przeminęła…z tym przyjacielem do jedzenia – padłam😂

  6. hmm, to zwykla strategia agresywnego marketingu, powszechna,,, szkoly psychologii spolecznej ucza jak ja stosować .. kupony czy naklejki czy inne artefakty funkcjonują dziesiatki lat,, wszedzie,, w marketach, na stacjach z benzyna, w pizzeriach,,lojalnosciowe karty klienta to odmienny obraz tego samego,obrocone w %,, a jakzeby nie – w Kinder niespodziance to co innego,tyle ze sie nie nalepia a zbiera 1000 dupereli z wnetrza..,, zbieranie „do kolekcji” jest pewnie pochodną behawioru, ktore kiedys bylo potrzebne do gromadzenia zapasow,, a handel to odkopal, odświeżyl, i machiavelicznie podetknal, niby przytomnym doroslym, ktorzy sa manilulowani na maxa, a dzieci winy nie maja,choc sie je pomawia o namolnosc,, zeby mase narodu wycisnac jak cytryne,od lat tegie głowy sie sciskaja, a coraz subtelniejsze metody nauki i badania biologii ludzkiej dobrze nie wroza dla wszystkich,, przecie tych z „rozumem” to w populacji jakies 15% max, a z tego uzywajacyxh przytomnie 5%,,i oni w wiekszosci wymyślają wlasnie metody różnych pozytecznych sztuczek dla kontroli i wodzenia za nos, a raczej adaptuja zdobycze nauki w tym celu,, czysta biologia.. 😉

    • Ja wszystko pojmuję, rozumiem, dawno zaakceptowałam marketingowe chwyty – są naklejki, kolekcje, promocje – nie rozumiem zachowania DOROSŁYCH kobiet, które oszalały na punkcie maskotek w kształcie jadalnych roślinek. Nie wiem, kto jest twórcą „gangu świeżaków”, ale albo to geniusz marketingu, albo miał wyjątkowego farta 😉

  7. A myślałam już, że tylko mnie denerwowały. Nie mamy ani jednego świeżaka, bo po prostu do biedronki mamy daleko i rzadko robimy zakupuy. Nie widziałam powodu, by zmieniać sklep z powodu nazbierania na maskotkę. Co innego gdybym rzeczywiście robiła tam zakupy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s