Fit brownie z czerwonej fasoli

20170927_154523_Film1

Moje czekoladowe wariactwo 😉

Uwielbia ciasta czekoladowe! Wypróbowałam mnóstwo przepisów na desery przypominające ciacha czekoladowe. Ten jest moim zdecydowanym faworytem: prosty przepis, mało roboty, szybkie wykonanie, a smak… niemal jak wielki kawał czekoladowego tortu, który śni mi się od kilku miesięcy i nie daje spokoju 😉

Zamieniłam: cukier biały na banan i żurawinę; masło (czyli nasycone kwasy tłuszczowe) na olej lniany (czyli bardzo zdrowy wielonienasycony tłuszcz, którego nasz organizm sam nie produkuje, więc powinniśmy mu go dostarczać) i masło orzechowe (czyli jednonienasycone kwasy tłuszczowe).

Ciasto z poniższego przepisu wychodzi wilgotne, niezbyt słodkie, bardzo sycące. Wypełnimy nim małą keksówkę.

Dla rządnych bardziejszysz słodkości – radzę dodać ze 2 łyżki ksylitolu (stewii, syropu klonowego, miodu, albo bardzo dobrej jakości cukru trzcinowego nierafinowanego).

Dlaczego czerwona fasola?

  • ma więcej białka niż mięcho (chociaż trzeba pamiętać, że białko roślinne jest nieco mniej wartościowe od zwierzęcego – nie zawiera bowiem tylu aminokwasów)
  • jest źródłem witamin z grupy B (przede wszystkim witaminy B1, a więc działa przeciwdepresyjnie, poprawia pamięć i zdolność logicznego myślenia).
  • ma lekkostrawną skrobię i dużo błonnika
  • zawiera potas, wapń, fosfor, cynk

Składniki:

puszka czerwonej fasoli

1 łyżka masła orzechowego

1 łyżka oleju lnianego

2 jajka

duży, miękki banan

jakieś 2 łyżki suszonej żurawiny (mogą też być daktyle)

ok. 2 łyżki kakao

1 łyżeczka proszku do pieczenia

opcjonalnie: pół tabliczki dobrej gorzkiej czekolady, posiekane migdały.

 

Krok 1.

Żurawinę (lub daktyle) moczymy jakieś 5 minut we wrzątku. Fasolę płuczemy zimną wodą i odcedzamy.

Krok 2.

Wrzucamy wszystkie składniki (prócz czekolady i orzechów) do miski i dokładnie mielimy (można blenderem ręcznym albo kielichowym). Jak ciasto nabierze kremowej konsystencji, dosypujemy czekoladę i orzechy.

Krok 3.

Wylewamy ciasto do małej keksówki (posmarowanej olejem lnianym). Pieczemy jakieś 40 minut w 180 st. C.

Ciasto dostarcza głównie białka, zdrowych tłuszczy i węgli – zatem polecam jako 3 lub 4 posiłek w dniu treningowym 🙂 Jeden kawałek to ok. 120 kcal.

Smacznego!

PS

A dla niedopieszczonych, proponuję wersję posmarowaną kremem czekoladowym z avocado tu: https://gospodaliteracka.wordpress.com/2017/05/14/krem-czekoladowy-z-avocado-fit-nutella/

20170426_193513

 

 

 

Reklamy

ŚWINIA RYJE W SIECI, czyli z pamiętnika hejtera

20170721_161238_Film1

Wyobraźcie sobie: środek lata, w biurze 35 stopni i brak tlenu, biurko zawalone teczkami, harmonogram uginający się od dedlajnów… Tak oto Potłuczona szykuje się do urlopu. Ale Potłuczona nie jest normalna (bo się potłukła jakiś czas temu i po sklejeniu zostało trochę niedoróbek), więc na propozycję narzeczonego „Jedźmy na plażę pić drinki z parasolką”, odpowiada: „Zróbmy remont”.

W ciągu dwóch dni w moim mieszkaniu powstała wytwórnia gruzu, a ja spakowałam trzy pary gatek i wylądowałam u mamusi, w małym miasteczku, na zielonej łące za domem, w gumowcach i bikini (jedyny słuszny ubiór w sytuacji stąpania po podmokłych terenach przy zażywaniu kąpieli słonecznych).

 

Dziękuję Ci, PigOut!

W takich okolicznościach przyrody wzięłam do ręki nową publikację wydawnictwa EDIPRESSE. Nie mogło mi się na ten moment przydarzyć nić fajniejszego. Książka nie dość, że podniosła mnie na duchu, rozbawiła, to jeszcze dodała otuchy, że nie tylko ja jestem potłuczona.

Autorem książki „Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera” jest twórca bloga PigOut. Śledzę od jakiegoś czasu, a i fanpejdż na fejsbuku z wielką przyjemnością polubiłam (choć nie polubiam tak ochoczo wszystkiego, co polecane i uczęszczane).  Nazwiska Autora nie ma co szukać – ani na okładce, ani na stronie tytułowej, ani nawet na stronie redakcyjnej. Pisze się tu pod pseudonimem blogowym.

Zastanawiałam się, jak skomponować recenzję takiej książki. I doszłam do wniosku, że ta publikacja nie jest typowa, więc i od recenzji nie oczekujcie przypadkiem odpowiedzi na pytanie „A o czym to?”.

Mogę Wam napisać „co to” – to zbiór tekstów, podzielony na cztery części:

„Świnia ryje w sieci” – o mediach, durnowatej modzie, śmiesznym marketingu, kinie, muzyce, wydarzeniach kulturalnych – słowem popkultura.

„Świnia na czerwonym dywanie” – czyli taki poradnik, jak nie zrobić kariery, ewentualnie jak ją zrobić i przepuścić na pierdoły.

„Świnia we własnym korytku” –  autoironiczne historie z życia.

„Świnia w podróży” – bardzo zabawne i luźne podejście do gatunku „reportaż z podróży”.

 

Blog PigOuta znajdziecie tu: http://www.pigout.pl

Informacja z fanpejdża na fejsbuku:

Głodny, zły i brzydki. Miłośnik trzypiętrowych burgerów, fan popkultury, entuzjasta podróży i kontestator rzeczywistości. Hejter, ale z klasą.

Takie tam darcie łacha z polityków, celebrytów, hipsterów i samego siebie. Popkultura, bieżące wydarzenia, selfiaki z burgerami i lifestajl dla leniwych, jednym słowem PigOut.

Trochę skromnie, bo na blogu nie przeczytamy o tym, jak fajnie siedzi się na kanapie i wcina burgery, czy też o tym, jakie majty Doda albo inna Cichopkowa założyła na bal charytatywny ratujący niedźwiedzie polarne na Saharze. Blog jest całkiem ciekawy. Są informacje o tym, gdzie dobrze zjeść, gdzie pojechać, co warto zobaczyć w kinie, jest sporo felietonów – wszystko w krótkiej, zjadliwej, humorystycznej oprawie, bez napinki. Ot, po prostu – wyrażenie swojej opinii.

Dość wspomnieć, że fp na fb ma ponad 17 tysięcy fanów! A czemu? Bo PigOut jest sympatyczny, zwyczajnie – jest sympatyczny! Pisze sobie (zresztą fajnie sobie pisze, bez zarzutu – matką polonistką się chwali kilkakrotnie, zatem docenia jej starania, za co ma u mnie duży plus – z wiadomych powodów. Może mój syn też kiedyś popełni jakieś dzieło i wspomni w nim o mamie polonistce 😉 ) o swoich odczuciach, o swoich spostrzeżeniach, wyraża swoją opinię – i nigdy nie traktuje tego, co pisze, jako jedynie słusznego poglądu i prawdy ostatecznej, nie przemyca w swoich tekstach sugestii, że jak ktoś myśli inaczej od niego – to głupek i niedouk.

„Świnia ryje w sieci” to teksty podobne do tych, jakie publikuje na blogu – krótkie, treściwe, zabarwione humorem (niejednokrotnie czarnym).

Czytało mi się naprawdę fajnie, zwłaszcza, że mój sposób myślenia idzie często w podobną stronę i podobne wyciągam wnioski, obserwując ten niewielki fragment świata, jaki jest mi dany.

Czytało mi się fajnie od początku, ale na 44. stronie postanowiłam podjąć już decyzję, czy czytam dalej (nie kończę gniotów – szkoda mi na to życia).

Coache i mówcy motywacyjni. Zdecydowanie największy fejsbukowy nowotwór. Nawet matki Brajanka nie spieprzą ci tak skutecznie dnia, jak coache. (…) Później jeszcze bezczelnie każe ci wyjść ze strefy komfortu. Raz wyszedłem, nie podobało mi się.

„Mój człowiek” – pomyślałam (i pomyślałam tak jeszcze wiele razy, czytając te wolne myśli) i czytałam dalej do jakiejś 2 w nocy (w myśl mojej stałej zasady „Jeszcze tylko jeden rozdział” – łyknęłam całą, a rano było mi przykro, że się skończyło).

PigOut pisze nie tylko o tym, co wkurza go w necie. Pisze, co sprawia, że szlak go trafia na co dzień: w pracy w korpo, w wielkim mieście i wielkich mieszczuchach. Nie oszczędza samego siebie – ze szczerością dziecięcia opisuje wtopy, których był głównym bohaterem (niektóre ciekawsze, inne nieco mniej).

Dziwi mnie co prawda, dlaczego Autor zechciał nazwać siebie hejterem. Ja jestem daleka od takiej oceny PigOuta. Powiedziałabym raczej, że hejt częściej kieruje w samego siebie niż w innych.

Książka nie stanie u mnie na półce wespół z wybitnymi dziełami. Stanie sobie chwilowo w ‘lekkich aktualnościach’, dopóki nie znajdę dla niej lepszego lokum.

Jeśli macie dystans, lubicie ironię, umiecie śmiać się z siebie i chcecie przeczytać coś prostego, bardzo aktualnego, to ta książka jest dla Was. Gwarantuję, że – tak jak ja – często będziecie powtarzać w trakcie lektury: „Mój człowiek!”.

Ale nie byłabym sobą, jakbym się nie przypieprzyła.

Widać pośpiech: w pisaniu, w redagowaniu i w korekcie. Kilka pierdoletek edytorskich, redaktorskich zaniedbań – ok, ale mocno ukłuł mnie w oko brak konsekwencji w pisowni, może komuś to nie przeszkadza, ale mnie – niestety tak. Nie rozumiem na przykład, dlaczego Autor (redaktor, korektor) nie zdecydował się na jedną formę zapisu wulgaryzmów. Raz mamy jakieś wykropkowanie, innym razem wali mięchem bez zastanowienia, czasem – wali z zastanowieniem i wtedy przeprasza zanim walnie. Podobnie jest ze spolszczeniami. Ja osobiście uwielbiam spolszczać pisownię, odmianę – ułatwiam sobie życie. Tu mam do czynienia z różnymi formami – spolszczonymi, pisanymi oryginalnie, używaniem potocznych określeń albo oficjalnych nazw. Rozumiem, że to wiele tekstów w jednej książce – ale na tym zdaje się polega zadanie redaktora, aby to umiejętnie sklecić w jedną publikację.

Ale duży plus za: nowe teksty, niepublikowane na blogu! Autor nie poszedł na łatwiznę i NAPISAŁ KSIĄŻKĘ, a nie wydał to, co już kiedyś popełnił – a to wielka różnica. Za to właśnie – wybaczam powyżej wspomniane błędy.

Panie PigOucie, proponuję jednak nieco bardziej zaszaleć z tym hejtem, skoro się Pan hejterem ogłosił, z krytyką Panu całkiem do twarzy, niech się Pan nie ogranicza do powszechnie i dawno już shejtownych rzeczy(wistości). No i za dużo u Pana poprawności politycznej, żeby nie rzec: ‚asekuranctwa’. Śmiało! Ma Pan na koncie pierwszą publikację – jest dobra, i rokuje. Zatem, do dzieła!

 

CIASTKA JAGLANE Z MASŁEM ORZECHOWYM

 

18953054_1497585663627657_3133206093356348968_n

Mąka jaglana jest bezglutenowa i zawiera witamin z grupy B, fosfor, potas i wapń. Jest wysokokaloryczna (ok. 380 kcal w 100 g). Problem z mąką jaglaną w wypiekach jest taki, że potrzebuje ona innych mąk, żeby ciasto było zwarte, żeby się nie rozpadło, jest bowiem bardzo delikatna, jak pyłek. Żeby nie dodawać innych mąk, postanowiłam ‚skleić’ tę masę budyniem. Ciacha były pyszne, bardzo kruche – ale ta nadmierna kruchość nie przeszkodziła mojemu synowi i jego kolegom pochłonąć całego zapasu na raz 😉

  • 1/2 szklanki masła orzechowego
  • 1/2 szklanki cukru trzcinowego
  • 100 g masła
  • 1 duże jajko
  • 1 1/2 szklanki mąki jaglanej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia, pół łyżeczki sody
  • 2 łyżki budyniu waniliowego
  • kropelki czekoladowe (albo pokrojona czekolada gorzka – pół tabliczki)

Wszystkie składniki w temperaturze pokojowej należy dokładnie połączyć (mikserem). Ciastka poukładać na blasze, nie należy ich rozgniatać, same sobie poradzą.

Piecz w 180 st. C przez ok 15 minut. Wyjąć, wystudzić i dopiero wtedy delikatnie zdjąć z blachy (ciastka będą najpierw miękkie w środku, potem skruszeją).

Smacznego!

Krem czekoladowy z avocado. Fit nutella

Dobra, wiem, jak to wygląda! Ale zapewniam, że jest pyszne! A na dodatek zdrowe, słodkie, idealne na drugie śniadanie.

Dlaczego warto jeść avocado?

  • ma megadawkę potasu;
  • ma wspaniałą mieszankę wit. E z kwasami tłuszczowymi omega 3 – co daje genialną pożywkę dla mózgu (przypisuje mu się nawet przeciwdziałanie chorobie Alzhaimer’a);
  • zawiera wit. A, B, C i kwas foliowy;
  • ma błonnik, który reguluje nasz układ trawienny;
  • obniża ciśnienie krwi, poprawia działanie układu immunologicznego, wspomaga wchłanianie cennych składników odżywczych do organizmu.

Z dodatkiem kakao (czyli: wapno, żelazo, magnez, fosfor, przeciwutleniacze), które zwiększa ilość wydzielanych endorfin, oraz bananem, który zawiera przecież tryptofan – substancję przetwarzaną w organizmie na serotoninę – otrzymujemy słodycz poprawiającą nastrój, a jednocześnie działającą na nasz organizm wzmacniająco i krzepiąco!

Sposób wykonania jest dziecinnie prosty: wystarczy zblendować 2 dojrzałe banany, 2 dojrzałe avocado (oba te składniki muszą być mięciutkie i w temperaturze pokojowej), 4 łyżeczki gorzkiego kakao (oczywiście nikt już mam nadzieję nie używa kakao instant i innych takich) + ewentualnie 1 łyżeczka miodu lub ksylitolu.

Gotowe! Idealne na kanapki dla dzieciaków 🙂

MAKARON Z SOSEM SZPINAKOWO-PIECZARKOWYM

16819104_1379393758780182_2453849051006106530_o

Kombinuję ostatnio, jak mogę, żeby się uszczuplić nieco do lata 😉

I muszę przyznać, że odtłuszczone i zdrowe gotowanie wciągnęło mnie na dobre! Moje kuchenne, niskokaloryczne eksperymenty są pyyyycha!

Uwielbiam makarony, a w 100 g makaronu pełnoziarnistego jest jedynie jakieś 125 kalorii. Mnie do niego wystarczą jedynie duszone warzywa, chude mięso, czy przecier pomidorowy – odpowiednio doprawione – stanowią ucztę dla podniebienia!

PRZEPIS

(na 2 porcje)

200 g makaronu

4-6 pieczarek (świetne dla odchudzających się – w 100 g duszonych pieczarek jest niecałe 40 kalorii)

100 g szpinaku rozdrobnionego (użyłam mrożonego; kaloryczność: 2o kalorii  100g)

1-2 pomidory suszone z zalewy oliwkowej

2 ząbki czosnku

1/2 małej cebuli

1 łyżka oliwy (użyłam tej z zalewy pomidorowej)

duża łyżka sera feta (ponad 200 kalorii w 100 g, my dajemy jakieś 30 g; zawiera dużo białka i zero węglowodanów)

szczypta soli himalajskiej

suszona bazylia, tymianek

posiekana natka pietruszki

Makaron ugotować. Na oliwie zeszklić posiekany czosnek i cebulę. Pieczarki umyć, posiekać, wrzucić do cebulki i dusić do odparowania wody, podobnie ze szpinakiem. Na koniec dodać pokrojone pomidorki i ser feta. Przyprawić do smaku.

CZEKOLADOWO-OWSIANE MUFFINY

Taka słodka przekąska dla dbających o linię 🙂 Jedna sztuka raz na jakiś czas nie zaszkodzi diecie, a poprawi humor 🙂 Robi się je 15 minut i 20 minut piecze 🙂 Sama radość!

PRZEPIS

2 jajka,

3/4 szklanki płatków owsianych górskich,

2-3 łyżki mąki razowej,

2-3 łyżki cukru brązowego,

łyżeczka proszku do pieczenia,

jogurt naturalny mały,

pól szklanki oliwy z oliwek,

2 łyżki kakao,

ewentualnie: posiekane orzechy, suszone owoce, ziarna, kawałki czekolady etc.

Płatki namoczyć w jogurcie na 1 h. Jajka ubić z cukrem, dodać oliwę, mąkę, na koniec płatki z jogurtem i miksować na najniższych obrotach miksera (ciasto musi być gęste, tak aby nakładać je łyżką (jeśli jest inaczej – należy dodać jeszcze mąki lub płatków owsianych); jabłka pokrojone w cienkie małe plasterki – ewentualnie żurawinę, słonecznik, orzechy – dodać na końcu i wymieszać. Piec w formie na muffinki jakieś 20-25 minut (w zależności od wielkości foremek) w 180 st. C.

Zamiast jabłek można dodać banany – też pycha 🙂

SAŁATKA Z KASZĄ PĘCZAK I KURCZAKIEM

15823062_1388832211127690_6433034220248831236_n

Sałatkę zaserwowała moja siostra na przyjęciu urodzinowym i bardzo przypadała mi do gustu. Jako żem na diecie – ostatnio robię ją bardzo często na lunch do pracy.

PRZEPIS

(na jakieś 4 porcje)

100 g kaszy pęczak ugotowanej wg przepisu na opakowaniu

100 g fileta z kurczaka ugrillowanego z ulubionymi przyprawami

ok. 3-4 sztuki suszonych pomidorów (w oliwie)

ok. 50 g rukoli

ok. 150 g fety

pestki (słonecznik, dynia, sezam) uprażone na suchej patelni

sos: łyżeczka musztardy, 2 łyżki zalewy olejowej z pomidorów suszonych, szczypta soli i pieprzu czarnego mielonego, łyżeczka soku z cytryny, łyżeczka miodu). Wszystkie składniki na sałatkę pokroić (prócz rukoli) i dobrze wymieszać. Polać sałatkę sosem tuż przed podaniem.