KONSOLACJA

DSC01557

Jest taki ruch w jedwabnej pościeli
Co musi mi pomóc
Bardziej anieżeli
Opium

Jest taki głos drżący
Co musi mnie ukołysać
Kiedy milczący
Krzyczę z bólu

Jest taka wielka siła
Co rozkoszą
Palce wbiła
W mój brzuch

Zawalczy o mój sen nieprzerwany
Pokona demony
Kiedy potem zlany
Lecę tylko w dół

Skończy się noc poszarpana
Kiedy uspokoi wichury
I padnie wyczerpana
Na poduszki

A kiedy strach o jutro
Nadejdzie zamiast snu
Będzie ze mną
Jak co dzień
tu

Joanna Kozub 2015

„Pożegnanie widoku” W. Szymborska

IMG_8071

Nie mam żalu do wiosny,
że znowu nastała.
Nie obwiniam jej o to,
że spełnia jak co roku
swoje obowiązki.

Rozumiem, że mój smutek
nie wstrzyma zieleni.
Źdźbło, jeśli się zawaha,
to tylko na wietrze.

XXXX

Nie sprawia mi to bólu,
że kępy olch nad wodami
znowu mają czym szumieć.

Przyjmują do wiadomości,
że – tak jakbyś żył jeszcze –
brzeg pewnego jeziora
pozostał piękny jak był.

Nie mam urazy
do widoku w widok
na olśnioną słońcem zatokę.

Potrafię sobie nawet wyobrazić,
że jacyś nie my
siedzą w tej chwili
na obalonym pniu brzozy.

Szanuję ich prawo
do szeptu, śmiechu
i szczęśliwego milczenia.

Zakładam nawet,
że łączy ich miłość
i że on obejmuje ją
żywym ramieniem.

Coś nowego ptasiego
szeleści w szuwarach.
Szczerze im życzę,
żeby usłyszeli.

Żadnej zmiany nie żądam
od przyrbrzeżnych fal,
to zwinnych. to leniwych
i nie mnie posłusznych.

Niczego nie wymagam
od toni pod lasem,
raz szmaragdowej,
raz szafirowej,
raz czarnej.

XXXX

IMG_8070

Na jedno się nie godzę.
Na swój powrót tam.
Przywilej obecności –
rezygnuję z niego.

Na tyle Cię przeżyłam
i tylko na tyle,
żeby myśleć z daleka.

MAŁE DZIECKA I DUŻE PIESY

MAŁE DZIECKA I DUŻE PIESY

– Zasłużyłem na akwarium.
Niech mi mama wreszcie kupi!
Będę dbał o moje rybki.
Już nie jestem taki głupi.

Będę o nie dbał, doglądał,
Będę im wymieniał wodę,
Sypał im codziennie pokarm,
Wyprowadzał w każdą środę!

Tak zaczęła się przygoda
Mego synka – akwarysty,
A jak kończy się historia?
Zaraz się dowiecie wszyscy!

Otóż tatuś karmił rybki
I akwarium sam też czyścił,
A mój synek bardzo szybko
Nowy prezent sobie wyśnił.

– Teraz pieska chciałbym, mamo!
– No a rybki!? Ja zwariuję!
– To przecież nie jest to samo!
Synek jednak przekonuje.

– To nie jest zabawka,
Którą rzucisz, gdy cię znudzi.
Kiedy pójdzie już w odstawkę,
Bardzo cierpi i się nudzi.

Chciałbyś, by najlepszy twój przyjaciel
Nagle przestał z tobą gadać?
Tak się czuje pies czy kot,
Kiedy jeść mu nie chcesz dawać!

Zwierzę zakochuje się zbyt szybko,
Potem cierpi – odrzucane.
Synku, daj jeść swoim rybkom,
Żeby czuły się kochane!

Rybki ciebie potrzebują!
Nie wysługuj się już tatą.
Jeśli coś już oswoiłeś,
Bądź odpowiedzialny za to!

Odtąd synek bardzo dzielnie
Karmi rybki swe codziennie!
W końcu dostał także psa
I dla niego też czas ma!

Joanna Kozub

2014

Adam Mickiewicz NOWY ROK

Grzane wino

Skonał rok stary; z jego popiołów wykwita
Feniks nowy, już skrzydła roztacza na niebie;
Świat go cały nadzieją i życzeniem wita.
Czegoż w tym nowym roku żądać mam dla siebie?

Może chwilek wesołych? – Znam te błyskawice;
Kiedy niebo otworzą i ziemię ozłocą,
Czekamy wniebowzięcia: aż nasze źrenice
Grubszą niżeli pierwej zasępią się nocą.

Może kochania? – Znam tę gorączkę młodości;
W platońskie wznosi sfery, przed rajskie obrazy.
Aż silnych i wesołych strąci w ból i mdłości,
Z siódmego nieba w stepy między zimne głazy.

Chorowałem, marzyłem, latałem i spadam;
Marzyłem boską różę, bliski jej zerwania
Zbudziłem się, sen zniknął, róży nie posiadam,
Kolce w piersiach zostały. – Nie żądam kochania.

Może przyjaźni? – Któż by nie pragnął przyjaźni!
Z bogiń, które na ziemi młodość umie tworzyć,
Wszakże tę najpiękniejszą córkę wyobraźni
Najpierwszą zwykła rodzić i ostatnią morzyć.

O! przyjaciele, jakże jesteście szczęśliwi!
Jako w palmie Armidy wszyscy żyjąc społem,
Jedna zaklęta dusza całe drzewo żywi,
Choć każdy listek zda się oddzielnym żywiołem:

Ale kiedy po drzewie grad burzliwy chłośnie
Lub je żądło owadów jadowitych drażni,
Jakże każda gałązka dręczy się nieznośnie
Za siebie i za drugie! – Nie żądam przyjaźni.

I czegoż więc w tym nowym roku będę żądał?
Samotnego ustronia, dębowej pościeli,
Skąd bym już ani blasku słońca nie oglądał,
Ni śmiechu nieprzyjaciół, ni łez przyjacieli.

Tam do końca, a nawet i po końcu świata,
Chciałbym we śnie, z którego nic mię nie obudzi.
Marzyć, jakem przemarzył moje młode lata:
Kochać świat, sprzyjać światu – z daleka od ludzi.

Pisałem w więzieniu r. 1823 ostatniego dnia

Niedziele są samotne
i zmęczone udawaniem,  że znowu nie było czasu
być dziś w kościele

Wredne poniedziałki 
alarmują budzikiem
przyjmują dożylnie kawę i wciągają nosem ambicje

Wtorki i środy tak popędzają towarzystwo,
że czwartek znów zaskoczony
że już jego kolej

Piątek – flejtuch 
wiecznie zmęczony – nawet się nie umyje
a na towarzyskich sobotach
wszyscy się zawiodą

Tymczasem niedziela znów milczy

telefonem

Joanna Kozub

2013

„Prośba Twojego Dziecka”

😦 Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.

😦 Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję – poczucia bezpieczeństwa.

😦 Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.

😦 Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuje postawę głupio dorosłą.

😦 Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.

😦 Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.

😦 Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.

🙂 Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę. To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga !

🙂 Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć twoją uwagę.

🙂 Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.

😦 Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.

😦 Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy.

😦 Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.

😦 Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w ciebie.

😦 Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.

😦 Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.

🙂 Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.

🙂 Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.

🙂 Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało.

❤ ❤ ❤ Nie bój się miłości. Nigdy! ❤ ❤ ❤

P.S. A na zdjęciu – mój Berbeć 🙂